Będąc
z grupami na trasie czasem rzucam hasło: to jest miejsce, w którym
warto posiedzieć chociaż dwa – trzy dni, na co oczywiście nasz
program nie pozwala. Dotyczy to miejsc wyjątkowych, z odpowiednim
klimatem, gdzie w miłej atmosferze można przysiąść przy
kieliszku czegoś dobrego i porozmyślać o sprawach mniej lub
bardziej poważnych a nawet fundamentalnych, lub miejsce zapewnia
dobre warunki aby być bazą wypadową w okolice a jednocześnie
miłego spędzenia wieczoru po powrocie. W podtekście mojego
przesłania jest „gdy tu znów wrócicie”. Niektórzy wracają.
Jednak moje stwierdzenie urosło już do rangi anegdoty.
Miejsca,
które tu opisuję są moim subiektywnym wyborem, odpowiadają mi
swoim charakterem, klimatem i traktuję je równorzędnie, kolejność
prezentacji jest przypadkowa.
-
Hinaluq (Xinaliq) – nazwę czytamy jako Hinaliq – wioska w
północnym Azerbejdżanie, nieco odizolowana od świata, choć
obecnie prowadzi do niej asfaltowa droga. Można by powiedzieć, że
jeden z końców świata. Miejscowość liczy około 2000
mieszkańców, znajduje się w rejonie Quba, niedaleko granicy z
Dagestanem. Dojechać tam można wynajętym samochodem z Quby lub
marszrutką (w zimie droga może być czasowo nieprzejezdna).
Tu przeczytacie więcej o tej miejscowości:
http://zewszystkichstron.blogspot.com/2017/07/xinaliq-hinalug.html
A gdy dysponujemy jeepem możemy zapuścić się też w boczne drogi:
Świetne
miejsce aby odpocząć od zgiełku, wyjść gdzieś w góry (byle nie
w kierunku granicy bo tam trzeba mieć przepustkę) a jeśli
dysponujemy jeepem pojeździć trochę po okolicy, zapuścić się w
drogi odchodzące od głównej trasy. A wieczorem posiedzieć w ciszy
w wiosce położonej na zboczu, kontemplując zastaną rzeczywistość.
Nocleg i wyżywienie zapewniają mieszkańcy w bardzo podstawowym
zakresie.
-
Tuszetia – niewielki region w północno-wschodniej Gruzji
na Wielkim Kaukazie, graniczący z Azerbejdżanem, Dagestanem i
Czeczenią. Kraina wież mieszkalno – obronnych i pasterzy,
dostępna tylko od, mniej więcej drugiej połowy czerwca do
października (zależnie od warunków pogodowych).
Tak wygląda droga do regionu:
https://www.youtube.com/watch?v=hcDn1mR_rak&t=445s
Do Tuszetii nie ma
sensu jechać na mniej niż dwie noce a najlepiej na dłużej. Aby
tam dotrzeć trzeba pokonać szutrową drogę wyrąbaną w półce
skalnej nad przepaścią i przełęcz Abano położoną na blisko
2900 mnpm. Dojazd tylko jeepem. Za to na miejscu będziecie mogli
podziwiać krajobrazy zapierające dech, zwiedzić chociażby Omalo,
Dartlo czy Szenako a wieczorem, zanim się zupełnie ściemni, po
wyśmienitej kolacji w waszym guesthousie, podelektować się
widokami na góry. Czasem tak niewiele trzeba…
Właściwie to wcale mógłbym nie opuszczać tego balkonu ;-)
-
Kolejną taką miejscowością jest dla mnie Uszguli w
regionie Swanetia w Gruzji.
Choć miejsce
już coraz bardziej turystyczne i odwiedzane dość tłumnie,
najczęściej jednak przed jednodniowych turystów przyjeżdżających
z Mestii, po południu robi się nieco bardziej puste i spokojne.
Miejsce także najeżone wieżami mieszkalno – obronnymi, w którym
w ładną pogodę podziwiać można pasmo Szchary – najwyższej
góry Gruzji, lub po prostu udać się do lodowca u jej podnóża.
Chyba nigdzie nie widziałem tylu gwiazd co w Uszguli. Sama wioska
jest, przynajmniej oficjalnie, najwyżej położoną,
stale zamieszkałą miejscowością w Gruzji (2200 – 2300 mnpm).
Obecnie duża ilość
guesthousów i małych pensjonatów zapewnia solidną ilość miejsc
noclegowych.
-
Okolice miasta Hermon
w Armenii to także ciekawe miejsce, choć nie jedyne w tym kraju.
Dysponując jeepem, możemy pozwiedzać okoliczne góry i przełęcze
a wieczór spędzić miło w niezłej klasy ośrodku wypoczynkowym,
delektując się trunkami, z których słynie Armenia.
-
Kotor – moje
ulubione miasto w Czarnogórze jest także znakomitą bazą wypadową
a samo w sobie jest bardzo ciekawe. Obowiązkowo trzeba wspiąć się
do twierdzy oraz zapuścić się w plątaninę uliczek na starym
mieście. W kolejne dni warto zrobić sobie wycieczkę do Tivatu czy
Perastu a nawet do Budvy lub popłynąć w rejs wycieczkowym
stateczkiem po Zatoce Kotorskiej. Zarówno z twierdzy jak i z łódki
widoki będą niezapomniane!
Przy tym Kotor oferuje wiele miejsc
noclegowych na różną kieszeń oraz dużo restauracji do wyboru, w
których warto zasiąść wieczorem po całym dniu zwiedzania. Stare
miasto ma fantastyczną atmosferę, zaułki,
kamienice i cerkwie, bruki a do tego knajpki i restauracje. Do Kotoru
zawsze mam ochotę wrócić.
- Udabno – wioska pośrodku
niczego, wśród gruzińskich stepów. W latach 80-tych XX wieku
komuniści przesiedlili tam Swanów ze Swanetii, miał to być
pokazowy pasterski kołchoz. Wyszło jak wyszło ale kilka lat temu
Polacy otwarli tam knajpę, później jeszcze bungalowy i hostel. W
czym tkwi fenomen? W dobrym jedzeniu ale jak dla mnie także w samym
miejscu – bo fajnie jest siedzieć i patrzeć w otaczający nas
step, przyłączać się wieczorem do nieznajomych ludzi i rozmawiać
z nimi bądź przeciwnie – w samotności kontemplować krajobraz.
Więcej o tym miejscu przeczytacie tutaj:
https://zewszystkichstron.blogspot.com/2016/06/po-srodku-niczego.html
- Lwów to moje
najukochańsze miasto. Mogę po nim chodzić bez końca, zaglądać w
kolejne zaułki i ulice, odwiedzać kolejne miejsca, odpoczywać i
iść dalej. Byłem w nim dziesiątki razy i nie mam dość.
Weekend
to stanowczo za krótko na Lwów, nawet jeśli się tam jest już
któryś raz! A gdy zgłodniejemy to zasiąść, w której z tysiąca
knajp, klasycznie ukraińskiej, tatarskiej a może uzbeckiej… https://zewszystkichstron.blogspot.com/2018/12/lwow.html
- Sarajewo – miasto,
do którego chce się wracać! Byłem w nim kilka razy i ciągle mam
niedosyt, być może dlatego, że ciągle w biegu, w przelocie.
Trudna historia, trzy narody, trzy kultury splatające się ze sobą.
Katedra katolicka, prawosławna, meczet stojące w bliskiej
odległości od siebie. Legendarny tor saneczkowy – pozostałość
z Zimowej Olimpiady i spektakularna kolejka linowa.
Wieczór na
starym mieście, w którejś z licznych knajpek z wybornym bałkańskim
jedzeniem… Rozmarzyłem się ;-) https://zewszystkichstron.blogspot.com/2014/09/tramwajem-przez-sarajewo.html
- Północna Rumunia –
region Maramuresz i Bukowina – zdecydowanie warto zostać
tam cały tydzień. Unikalna architektura sakralna, strzeliste
drewniane kościoły w pierwszym i malowane monastyry w drugim
regionie, wspaniałe widoki i przyroda. Celowo nie mówię tu o
konkretnym miejscu gdyż oba te regiony w całości zasługują na
szczególną uwagę oraz niespieszne zwiedzanie.
No i koniecznie
przejazd leśną kolejką, którego nie udało mi się zaliczyć,
dlatego jeszcze tam wrócę! https://zewszystkichstron.blogspot.com/2016/08/maramuresz-vs-bukowina.html
- Ostatnim miejscem jakie chcę Wam zaproponować jest ukraińskie Zakarpacie i same Karpaty. Sporo ciekawych miast i miasteczek a przede wszystkim wspaniałe góry! Mimo, że byłem tam już trzy razy nadal chce mi się tam wracać i poznawać te ciekawe miejsca. Od większych miast takich jak Użhorod czy Mukaczewo po przez mniejsze (np. Rachów). Ukraińskie Karpaty nie tak zatłoczone jak nasze to, można by rzec nasze Bieszczady x10 tylko jeszcze nie rozdeptane i nie aż tak często odwiedzane, choć baza noclegowa jest tu całkiem spora a region jest atrakcyjny i w lecie i w zimie.
https://zewszystkichstron.blogspot.com/2019/10/koleja-przez-ukrainskie-karpaty.html
https://zewszystkichstron.blogspot.com/2015/07/cakiem-uroczy-ten-uzgorod.html
Berehowe
Berehowe
Rachów
Rachów - dworzec
Pociągiem przez Karpaty