piątek, 9 stycznia 2026

Wenezuela, Trump, Rosja i odpięte wrotki

 

Próbując jakoś całościowo ująć ostatnie ważne wydarzenia na świecie pokuszę się o podsumowanie z małą analizą. 


Amerykańska „wojskowa operacja specjalna” w Wenezueli trwała 2,5 godziny i była militarnym sukcesem. Pokazała amerykańską sprawczość i profesjonalizm wszystkich służby w tym wywiadowczych gdyż niewątpliwie ktoś z establishmentu wenezuelskiego wspierał USA wywiadowczo. I być może była to obecna p.o. prezydenta wraz z bratem, głową parlamentu. Miarą sukcesu USA będzie jednak to jak sprawy potoczą się teraz, po porwaniu Maduro, czy reszta planu się powiedzie, na ile obecne władze będą współpracować i czy nie zapanuje chaos na miarę irackiego (na razie wygląda, że reżim panuje nad sytuacją). Dla zwykłych obywateli Wenezueli nie oznacza to wcale poluźnienia zamordyzmu ani rozkwitu demokracji. Złoża mają być przejęte przez Amerykanów a Wenezuela ma zerwać kontakty gospodarczo – polityczno – wojskowo – bezpieczniackie z Chinami i Rosją. Ta ostatnia dostała mocno w twarz całą tą sytuacją a w drugi policzek USA poprawiły jej zajmując siłą tankowce. Rosja oczywiście wyraziła protest ale dobrze wie, że w kontekście rozmów w sprawie Ukrainy nie może się obrazić na Trumpa i odejść od stołu. Może tylko pomruczeć i uderzyć oresznikiem w przedmieścia Lwowa, co jest symboliczne ale niewiele warte. Ale jest też druga strona medalu – amerykańskiej operacji w Wenezueli; Skoro półkula zachodnia to wyłączna strefa wpływów USA to poniekąd w domyśle Kremla, Europa środkowa i wschodnia może być z automatu uznana za rosyjską strefę wpływów, zwłaszcza, że nowa strategia bezpieczeństwa USA wcale nie definiuje Rosji jako wroga. Więc jeśli Amerykanie mogą tam, to my możemy tu. A Chiny w swoim regionie. To niebezpieczna gra, obalanie ładu światowego i podważanie podmiotowości małych i średnich państw. Takich jak nasze, o Bałtach nie wspominając. Ukraina w tym rozdaniu kart jest dla USA Somalią Europy, którą można sprzedać lub porzucić gdy tylko administracja USA uzna, że tak będzie lepiej. Rokowania USA – Rosja w sprawie Ukrainy już kilka razy mogły się dla tej ostatniej (i dla nas w konsekwencji) źle skończyć gdyby nie zamieszanie robione przez europejskich przywódców. To ważna rola UE i Wielkiej Brytanii. W różnych rozmowach, rokowaniach i działaniach administracji amerykańskiej interes narodowy USA staje się miejscami dziwnie zbieżny z interesami Trumpa, jego otoczenia i znajomych królika. Jakoś dziwnie podobnie jak w „rodzinie” stłoczonej wokół Putina. Do tego dochodzą absurdalne groźby Trumpa o zajęciu Grenlandii co będzie tak czy inaczej rozpadem NATO. Sojusznik, który uważa, że osłabiając innych swoich sojuszników wzmacnia siebie to jakieś kuriozum! Być może trzeba rozglądać się za innymi formatami bezpieczeństwa zbiorowego niż NATO? Bo cała flanka wschodnia leży tu gdzie leży i nigdzie się nie wybiera.

W ciągu ostatniej dekady zdawało się, że świat już kilka razy odpiął wrotki a tu z każdym rokiem jest „weselej”.

poniedziałek, 22 grudnia 2025

Bułgaria – z daleka od plaż

 

Z daleka od plaż bo one mnie nigdy specjalnie nie ciekawiły. A Polakom Bułgaria kojarzy się głównie z plażami – Złote Piaski i Słoneczny Brzeg czyli turystyka plażowo – sandałowo – skarpetkowa ;-) Nie zabrakło takich akcentów w samolocie do Burgas ;-) Dla mnie jednak największym turystycznym skarbem w Bułgarii jest to co w środku kraju – miasta, góry, zabytki i krajobrazy. Pierwszy raz zainteresowałem się Bułgarią po lekturze znakomitej książki Kapka Kassabova o bułgarsko – turecko – greckim pograniczu, którą wam gorąco polecam. Od tego czasu zaczęło się drążenie. Wbrew różnym przeciwnościom udało mi się wreszcie liznąć także ten piękny kraj.

NESEBYR

Jak już wspomniałem przyleciałem do Burgas a później lokalnym autobusem dojechałem do Nesebyru. Musicie mieć lokalną walutę w gotówce aby kupić bilet w autobusie (od stycznia 2026 będzie to Euro). Autobus zatrzymuje się tuż przy wejściu na stare miasto, ja jednak miałem hotel zarezerwowany w nowej części, jakieś 15 minut pieszo. Po drodze do niego kupiłem coś na śniadanie, oczywiście banicę – bułgarską odmianę bałkańskiego burka i najlepszy sposób na szybkie i syte (oraz tanie) śniadanie.

Cóż ja wam będę mówił – tereny dzisiejszego Nesebyru zasiedlone były już w VI wpne. Dzisiejsze stare miasto znajdujące się na charakterystycznym cypelku, jest perełką wpisaną już w 1983 roku na listę UNESCO. 






























Podobno w szczycie sezonu jest tam katastrofalna liczba turystów, jednak gdy byłem tam w połowie czerwca było do zniesienia. Już po drodze tam zobaczycie zabytkowy wiatrak a później przejdziecie przez bramę miejską i zagłębicie się w stylowe uliczki z kamiennymi lub drewnianymi domami o fantazyjnej architekturze zwanej odrodzeniową, wieloma cerkwiami i ich ruinami. Fantastyczny miks. Zobaczcie koniecznie cerkwie porozrzucane po całym starym mieście, czasem chowające się wśród domów a także te pyszniące się w całej okazałości jak św Szczepana, Jana Chrzciciela a także dość śmiało zrekonstruowaną cerkiew św Paraskiewy. Zobaczcie mury obronne i połaźcie po zaułkach aby poczuć klimat tego miasta. A potem warto zasiąść w knajpie z miejscowym jedzeniem bo przecież kuchnia bałkańska to jedna z najlepszych.


PŁOWDIW

To drugie co do wielkości miasto w kraju oraz jedno z najstarszych (o ile nie najstarsze). Malowniczo położone na wzgórzach i wśród wzgórz. Do miasta docieram pociągami z Burgas z przesiadką w Karłowie.

Trakowie, Aleksander Macedoński, Bułgarzy, Turcy władali tym ośrodkiem, który odpowiednio zmieniał nazwy.

Dawna carsija zamieniona dziś w dzielnicę restauracji i knajp ale mająca swój klimat, przemierzam ją wzdłuż i wszerz aby jak najwięcej zobaczyć. Tu okazały meczet a tu prehistoryczne wykopaliska odsłonięte przy okazji jakichś prac. 
















Po dość dokładnym spenetrowaniu tej okolicy zapuszczam się na to właściwe stare miasto, przez przejście podziemne pod ruchliwą arterią wkraczam do świata cichego i wręcz nastrojowego, pełnego oświeceniowej architektury ale też antycznej (teatr). Wijące się w górę i w dół ulice, cerkwie, ruiny twierdzy na wzgórzu Nebet Tepe. Stosunkowo niewielki ruch pieszy w przeciwieństwie do poprzedniej dzielnicy, koty niespiesznie łażące to tu to tam. Ależ klimat! Dzielnica położona jest na wzgórzu, trzeba więc trochę się powspinać. Ale ze wspomnianych ruin twierdzy zobaczymy piękny widok. 
































Żałuję, że nie zostałem w Płowdiwie dłużej!

BANSKO

Do bułgarskiego Zakopanego docieram kolejką wąskotorową z miasteczka Septemwri. Podróż trwa aż 4 godziny ale naprawdę warto! 


Pociąg jedzie niespiesznie, można więc podziwiać i fotografować malownicze krajobrazy Rodopów nie tylko z okien pociągu ale także z przejść między wagonami, jak w westernie. 





Bansko to malownicze miasteczko, które ożywa głównie w zimie w przeciwieństwie do naszej górskiej stolicy, w której tłok jest cały rok. Kamienne domy i kamienne ulice w czerwcu gdy tam byłem są pustawe i można pozwiedzać w spokoju, bez tłumów. Miasto zdaje się żyć wtedy na pół gwizdka, nawet nie wszystkie restauracje są czynne. Malownicze zaułki, stare domy, fajna architektura to jest to co lubię i jeśli też lubicie takie miejsca to Bansko jest dla was, zwłaszcza poza wysokim sezonem. 



















Minusem pobytu poza sezonem jest brak możliwości skorzystania z wyciągu aby wygodnie wyjechać w górę. Miasteczko liczy nieco ponad 9 tysięcy mieszkańców. Warto wybrać się też nad pobliski sztuczny zalew Krinetz Dam.

SOFIA

Do stolicy Bułgarii docieram z Banska autobusem i wysiadam na centralnym dworcu. Obok jest też główny dworzec kolejowy. W pobliżu stacja metra, tramwaje i autobusy.

Sofia nie posiada jednolitego starego miasta ale raczej pojedyncze zabytki rozsiane po centrum i nie tylko. Jest to w dużej mierze skutek alianckich bombardowań oraz późniejszego wprowadzania monumentalnej komunistycznej architektury. Niemniej centrum jest bardzo ciekawe i ma swój klimat. I znów: Trakowie, Rzymianie, Bułgarzy, Turcy… Każdy pozostawił po sobie jakiś ślad. Można powiedzieć, że należałoby starannie obejrzeć każdy kamień wystający z ziemi.

Zwiedzanie rozpoczynam od Soboru Aleksandra Newskiego, potężnej budowli stojącej na dużym placu. Stosunek do Rosji jest tu zupełnie inny niż u nas ale ma to swoje uwarunkowania historyczne – w końcu wyzwolili ich spod panowania Turków po około pięciuset latach osmańskiego panowania. Obok Cerkiew Mądrości Bożej, kawałek dalej typowo rosyjska Cerkiew św Mikołaja Cudotwórcy. Oj jest tego. Cerkiew św Jerzego schowana za biurem prezydenckim i otoczona rządowymi budynkami robi ciekawe wrażenie. A w rejonie stacji metra Serdica kolejna cerkiew (św Petki) ale i odsłonięte historyczne artefakty, niedaleko meczet (jedyny działający) Bania Baszi Dżamija, budynek dawnych łaźni tureckich (obecnie muzeum), w pobliżu dawny kryty bazar (obecnie market) a dalej piękny i okazały choć nieco zaniedbany budynek synagogi. A to tylko niektóre rzeczy jakie widziałem. Zapuszczam się też na Zhenski Pazar gdzie jest więcej „normalnego” życia, jest handel a miejscowi siedzą pod sklepami z piwkiem albo grają w tryktraka. Aż mi było tam głupio robić zdjęcia. Obwlokłem się po różnych ulicach i uliczkach, łapiąc klimat miasta i choć wiem, że nie widziałem wszystkiego to z pewnością mogę wam polecić stolicę Bułgarii na szybki wypad. 








































MONASTYR RILSKI

W ostatni dzień przed wylotem wybrałem się do Monastyru Rilskiego. 120 km od Sofii, był ważnym ośrodkiem oporu przeciw Turkom oraz odegrał dużą rolę w czasach bułgarskiego odrodzenia. Założony w XIV wieku na miejscu pustelni z X stulecia. Piękny, monumentalny, jeden z największych i najbogatszych w kraju robi wspaniałe wrażenie. Wpisany na listę UNESCO. Warto zwrócić uwagę na wspaniałe freski oraz wspiąć się na wieżę. 



















W dalszej części za obiektem znajduje się także niezła restauracja.


Moją pierwszą wycieczkę po Bułgarii kończę wczesnym rankiem. Na lotnisko docieram metrem co jest niezwykle wygodne. Nie sprawdziłem jednak, że mój samolot odlatuje z innego terminalu niż ten główny przy końcowej stacji metra. Poszukiwania właściwego terminalu pieszo nie są łatwe i ledwo zdążyłem na samolot ;-) Terminale prawdopodobnie skomunikowane są busem ale o tym też nie wiedziałem ;-) 



Bułgaria jest mega ciekawym krajem jeśli tylko zdecydujemy się opuścić plaże i udać w jej głąb. Mam tam jeszcze dużo do zobaczenia.