niedziela, 10 maja 2026

Absurdalne pomysły i atrakcje węgierskiego miasteczka

 

            Pomysł aby odwiedzić to miasteczko był początkowo absurdalny i miał swe korzenie po prostu w scenie z filmu „CK Dezerterzy” a mianowicie scena „patrol po mieście”:

https://www.youtube.com/watch?v=DA0V_9qWdHM 

Co pan robi w Satoraljaujhely??!! Brzęczało mi w uszach i śmiałem się sam do siebie jak głupi ;-) Miasteczko dziś tuż za słowacką granicą było formalnie miejscem gdzie zaczyna się akcja wspomnianego polskiego przeboju filmowego, choć z tego co wiem nie tam było kręcone. Dojedziecie tam wygodnie z Koszyc lokalnym pociągiem, do miejscowości Slovenske Nove Mesto (skądinąd z miejscowością jest związana barwna historia miejscowego szeryfa – biznesmena co się urzędowi skarbowemu nie kłaniał), przejdziecie pieszo most graniczny i już jesteście. 




Ale gdy zacząłem gmerać po interenecie okazało się, że Satoraljaujhely jest obecnie miejscem, w którym powstały różne widokowe atrakcje, które warto odwiedzić. To tylko zaostrzyło mój apetyt. Wpletliśmy więc pobyt tam w nasz tradycyjny letni kolejowy tour po Słowacji. 




Jak już wspomniałem przechodzimy przez graniczny most i jesteśmy na Węgrzech. Do atrakcji udajemy się pieszo, to jakieś 2, może 3 kilometry, można też podjechać autobusem miejskim. Można też iść bezpośrednio od centrum i zaliczyć atrakcje od drugiej strony (spójrzcie na mapę). 

Czym są wspomniane atrakcje? To system wyciągów krzesełkowych, gondoli, dla chętnych zjazdów tyrolką, punktów widokowych i clou programu – potężna widokowa wisząca kładka – Most Jedności Narodowej o długości 700 metrów. Do tego mamy jeszcze kalwarię – szlak kamiennych obelisków z wypisanymi po węgiersku nazwami miast utraconych po Trianon (ach znowu te bóle fantomowe). 





Zaczynamy od kasy biletowej, po której idziemy na wyciąg krzesełkowy, którym dojeżdżamy do starej betonowej wieży widokowej z masztem TV o ile dobrze pamiętam. Do tej wieży dobudowano kratownicowe pomosty widokowe. Całość jest funkcjonalna i można z niej podziwiać okolicę, która jak na Węgry jest dość górzysta. 












Potem przejazd do następnego punktu kolejką gondolową a dla chętnych tyrolką. 





Krótki spacer i dochodzimy do najnowszej atrakcji – wiszącego mostu. Biletowany osobno na automatycznych bramkach (5000 HUF w 2024 roku). 













Most się lekko kołysze, widoki zapierają dech tak jak szklana podłoga w kilku miejscach. Miało być okazale i tak jest. Oczywiście most musiał być chociaż o te kilka metrów dłuższy niż podobny w Czechach ;-) Za kładką jeszcze punkt widokowy z pomostami na ruinach zamku i można schodzić do miasteczka. Nieduże, przytulne, z kilkoma restauracjami i kawiarniami i cenami znacznie korzystniejszymi niż w Koszycach. 





















Takie to atrakcje zobaczyłem w węgierskim miasteczku a cały pomysł wziął się z przekory i CK Dezerterów ;-) 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz