wtorek, 21 lipca 2020

Dzielnica Marjanishvili


Jedną z moich ulubionych dzielnic w Tbilisi jest rejon Marjanishvili (prawidłowo Kukia). Także przez to, że tam zwykle mieszkam podczas dłuższych pobytów w stolicy Gruzji. Ale także przez to, że było to pierwsze miejsce, do którego trafiłem prosto z lotniska gdy po raz pierwszy przyleciałem do Gruzji w 2008 roku. Trzeba powiedzieć, że okolica, oprócz głównej arterii – ulicy Aghmashenebeli i placu przy stacji metra jest dość zaniedbana. Ale w Tbilisi wiele takich miejsc. Jednak właśnie te, często zaniedbane kamienice ze swoimi balkonikami tworzą klimat tego miejsca. 


Dzielnica rozwinęła się znacznie pod koniec XIX wieku, zamieszkana była nie tylko przez Gruzinów ale także Niemców, Polaków, Rosjan i inne narody. Do dziś odnajdziemy tam wiele polskich śladów – obiekty zbudowane przez pochodzących z terenów polskich architektów lub w inny sposób związane z naszymi rodakami. Trzeba pamiętać, że był to okres zaborów i że byliśmy wraz z tymi obszarami jednym państwem – Imperium Rosyjskim. W związku z tym Polacy często dobrowolnie wyjeżdżali na te tereny w poszukiwaniu szczęścia, fortuny i kariery. Byli także oczywiście zesłańcy, których obdarowano „ciepłą Syberią”, byle też żołnierze odsługujący długoletnią służbę wojskową w armii carskiej. Jednak trzeba podkreślić, że gros osób polskiego pochodzenia przyjechało tam dobrowolnie, podobnie zresztą jak do Baku. Lekarze, inżynierowie, architekci często robili kariery właśnie w tamtych rejonach świata, mimo iż pochodzili z polskich terenów zaboru rosyjskiego. Wielu Gruzinów wspomina w rozmowach o polskich przodkach, choćby sąsiad moich przyjaciół z tejże dzielnicy.
Przebywając w tym rejonie trzeba się oczywiście przespacerować wspaniale odnowioną ulicą Dawida Budowniczego (Aghmashenebeli), choćby po to aby na budynku dawnej gruzińskiej szkoły woskowej z lat 1918 – 1921 zobaczyć tablicę upamiętniającą gruzińskich oficerów służących w polskiej armii. 

Sama ulica Marjanishvili też jest bardzo ciekawa, znajdziemy tam także dwa okazałe budynki, przy których powstaniu palce maczali polscy architekci – obecny budynek TBC banku oraz Teatr im. Kote Marjanishvili. 



Ale gdy zagłębicie się w uliczki także zobaczycie wiele ciekawych miejsc.
Kościół Piotra i Pawła po dziś dzień nazywany „Polskim”, gdzie posługę sprawują polscy księża. Tu więcej informacji:


Cerkiew Aleksandra Newskiego – gdy powiesz taksówkarzowi aby jechał na Marjanishvili raion i wysadził cię przy „ruskiej cerkwi” to każdy będzie wiedział gdzie to. Tu znajdziecie więcej informacji o tym obiekcie, którego dzwony niejednokrotnie mnie budziły:

Wystrój a zwłaszcza oświetlenie ikonostasu jest jak dla mnie mocno odpustowy…

Ale koniecznie zapuście się głębiej w uliczki, porozglądajcie się, podnieście głowy. Niezbyt duże, często zaniedbane kamieniczki z początku XX stulecia, nadwątlone przez czas oraz trzęsienia ziemi, ale często jakże piękne ze swoimi balkonikami i pozostałościami zdobień. 

















Jest na dzielnicy co zobaczyć ale gdy się zmęczycie i zgłodniejecie jest także co zjeść i wypić. Spora ilość restauracji i barów – gruzińskich, tureckich, arabskich i perskich daje duże możliwości wyboru.
Na piwko zaś warto wybrać się do Fabriki – knajpianego konglomeratu przypominającego krakowskie zagłębie imprezowe na Dolnych Młynów, tylko mniejsze. 


Zawsze też można polansować się na deptaku w pieszej części ulicy Aghmashenebeli z licznymi knajpkami. 

W dzielnicy znajduje się duża liczba miejsc noclegowych – różnej klasy hoteli, hosteli i kwater na każdą kieszeń w tym ten najsłynniejszy – jeden z pierwszych hosteli w Tbilisi, powstały już dwadzieścia lat temu – Irina Hostel. 

Dzielnica położona jest w znakomitym punkcie stolicy, do centrum można dojść pieszo, po drodze zwiedzając, lub dotrzeć metrem – jedną stacje od Alei Rustawelego, dwie od Placu Wolności i jedną – w drugą stronę od centralnego dworca kolejowego. 





W stolicy Gruzji warto zobaczyć też coś poza turystyczną sztampą. Dzielnica Marjanishvili jest takim miejscem. 


Polub stronę bloga na Facebooku aby wiedzieć więcej: 
https://www.facebook.com/zewszystkichstron/?ref=bookmarks

niedziela, 19 lipca 2020

Krótka pamięć


Z zaciekawieniem ale i z pewnym przerażeniem obserwuję ostatnio jak krótką pamięć mają ludzie. I całe narody. I nie chodzi tu tylko o pamięć wyborców podsypanych sianem.
Śledząc różne fora i grupy choćby na facebooku, czasem z przerażeniem odkrywam jak bardzo wkracza swoisty rewizjonizm w pamięć o wydarzeniach historycznych, choć być może jest to zjawisko celowo kształtowane przez różne ośrodki.
Śledząc różne wpisy można dowiedzieć się zaskakujących rzeczy. Skoncentruję się oczywiście na sprawach międzynarodowych, polskie bagienko omijając szerokim łukiem.
Oto na jednym z bardzo dobrych forów zrzeszającym bywalców szeroko pojętego wschodu – krajów byłego ZSRR można w wielu miejscach przeczytać dyskusje dotyczące Ukrainy z konkluzją, że „i po co im była ta rewolucja? Stracili Krym i Donbas”. I takie „złote myśli” wypowiadają osoby które nie są niedzielnymi turystami i na Ukrainie (i nie tylko) byli wiele razy! Na swój sposób szokujące! Ktoś kto ma pojęcie jak funkcjonowało państwo Janukowycza, jak przeżarte korupcją było, jak wysoce zorganizowaną grupą przestępczą były tamte władze powinny rozumieć sens oporu na kijowskim Majdanie w mroźną zimę! No chyba, że jednak przeceniam znajomość realiów niektórych osób. Poddawanie w wątpliwość sensu Rewolucji Godności to jakby spytać: -a na ch… nam była ta Solidarność w 1980 roku? Przecież stan wojenny przez to był. Ukraina jest oczywiście państwem nadal dalekim od normalności gdzie korupcja nadal jest dużym problemem ale na czymś trzeba jednak budować! Nie można porównywać dzisiejszej Ukrainy do kleptokracji Janukowycza, jego synów i otoczenia.
Jeśli ktoś chce zrozumieć system skorumpowanego państwa w czasach Janukowycza to polecam tą książkę: 

Minęło już kilkanaście lat od tzw. wojny pięciodniowej w Gruzji i znów dowiaduję się, że to, że do niej doszło to wina Gruzji! Winą Gruzji jest, że zareagowała na powtarzające się ostrzały moździerzowe prowadzone z terytorium Osetii Południowej, będącej wg prawa międzynarodowego terytorium gruzińskim, prowadzone przez osetyjskich bandytów z pozycji „przypadkowo” rozlokowanych tuż przy posterunkach „mirotworców” czyli rosyjskich wojsk pokojowych?! 
fot. R. S. 

Rosja wciągnęła Gruzję w starannie zaplanowaną pułapkę z jednej strony zmuszając wojska gruzińskie do reakcji a z drugiej kreując się na jedynego sprawiedliwego zaprowadzającego pokój na Kaukazie. Wszelkie rosyjskie przygotowania do tej prowokacji zostały dowiedzione – jak choćby wcześniejszy przerzut wojsk przez tunel rocki czy wcześniejsza ewakuacja cywili z Cchinwali – jeszcze przed rozpoczęciem walk. Minęło kilka lat a internauci wpisując się w rosyjskie soft power powtarzają bzdury o gruzińskiej agresji i o ostrzelanym rakietami śpiącym miasteczku (Cchinwali). 

Film dokumentalny dający pojęcie o skali prowokacji znajdziecie tutaj: 



Czeczenów zdążono już całkowicie utożsamić z terrorystami do czego w pewnym stopniu owszem sami się przyczynili, radykalizując się i zaczynając mówić głosem wahabitów z Arabii Saudyjskiej. Zapomniano jednak, że generał Dudajew czy generał Maschadow radykałami nie byli podobnie jak ostatni żyjący przedstawiciel Republiki Iczkeria Ahmed Zakajew. Tylko, że obu generałów zabito już dawno i już wszyscy zapomnieli, że byli tymi, z którymi można było rozmawiać i negocjować, którzy chcieli pokoju, dlatego ich zabito bo potrzebny był wróg a nie partner do negocjacji. Mało tego, czytam w komentarzach, że Kadyrow to dobry chłop bo trzyma wszystko za mordę…
Gdzie ja żyję? Tego nie piszą przypadkowe ćwoki, które nie wiedzą nawet gdzie jest Czeczenia czy Gruzja ale ludzie, którzy jeżdżą po wschodzie! To jest trochę przerażające jak rosyjski soft power na przestrzeni kilku czy kilkunastu lat sieje spustoszenie w mózgach niektórych, zdawałoby się obytych ze wschodem ludzi! Jak zacierają się prawdziwe przyczyny mimo napisania setek artykułów i dziesiątek książek. Mija 6 lat od zajęcia Krymu i można przeczytać poważne wywody, że Rosja miała słuszność zajmując półwysep. To samo z Gruzją tylko tu minęło dwa razy tyle czasu. Oczywiście część piszących to rosyjskie trolle ale jednak zdecydowanie nie wszyscy. Niepokojąco zmienia się kąt patrzenia a czas zaciera prawdę. Czas oraz pojawiające się gdzieniegdzie artykuły czy posty, nienachalnie prorosyjskie ale jednak „tłumaczące” świat zupełnie nie z zachodniego punktu widzenia. To oczywiście część wojny informacyjnej. Którą niestety chyba przegrywamy, jako zachód. Jak widać krótką mają ludzie pamięć…

czwartek, 9 lipca 2020

„Słoń Na Zemplinie”


Poza stałymi bywalcami, chyba nie za wiele wiemy o jednym z naszych południowych sąsiadów – Słowacji. Bywalcy i mieszkańcy Bratysławy, Koszyc czy Bańskiej Bystrzycy też zapewne nie mają pełnego obrazu. Duże miasta żyją swoim rytmem i nie mają pojęcia jak się żyje na zapadłej prowincji, o 400 km na wschód od stolicy. Przeciętny Polak też nie wie, tym bardziej.
Przeczekując część lockdownu poza Krakowem, wpadł mi do rąk zaległy numer Tygodnika Powszechnego a w nim wywiad z Andejem Banem, słowackim dziennikarzem, autorem wydanej w 2019 roku w Polsce książki „Słoń Na Zemplinie. Opowieści Ze Słowacji”. Sam wywiad dostarcza już wielu informacji, zaś z książki wyziera obraz naszego południowego sąsiada widziany nie z bratysławskiej bańki lecz z zapadłych mieścin i wiosek na wschodzie kraju, gdzie perspektywa jest inna. 

Korupcja o ogromnych rozmiarach jest codziennością. Zawłaszczanie państwa przez uprzywilejowane grupy, związane z poprzednim rządem. Do tego tęsknota do komunistycznych czasów i nie rzadko głosowanie na faszystów. 
Symbol faszyzującej "Naszej Słowacji" na jednym z samochodów w centrum przygranicznego Namestova 

Książka opisuje wiele zagadnień. Od już wyżej wspomnianych, po przez problemy Romów oraz zaszłości historyczne – faszystowskie państwo księdza Tiso. Ogólnie zbiór ciekawych reportaży gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Mnie oczywiście zaciekawiły wątki korupcyjne oraz zabójstwa dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego dziewczyny. Ale innych z pewnością zainteresują też inne sprawy.
Mówi się o Polsce B. W tej książce zobaczyć możemy Słowację B. Bez upiększeń. 



niedziela, 24 maja 2020

Zaginiona obwodnica


„Zaginiona autostrada” chciałoby się napisać ale nie wiem czy ta droga spełniała choć namiastkę tego określenia.
Czas nieco zatarł już szczegóły w mojej głowie bo historyjka miała miejsce w roku 2009 w czasie naszej pierwszej wyprawy do Armenii. Wydaje mi się, że wracaliśmy znad Sewanu i jechaliśmy gdzieś na południe. I koniecznie chcieliśmy ominąć zatłoczony Erywań zwłaszcza, że nie miałem wtedy jeszcze aż takiego doświadczenia w rozpychaniu się po tamtejszych ulicach. Moja NIEMIECKA mapa podpowiadała rozwiązanie – przy wjeździe do stolicy Armenii odchodziła droga bodajże M15 będąca obwodnicą i dzięki której mogliśmy ominąć miasto. Trochę nie mogliśmy znaleźć zjazdu ale za drugim czy trzecim razem udało się. Byłem nieco zdziwiony, że nie ma żadnej tablicy ale to w końcu Kaukaz więc mogło nie być. Zwykła jednopasmowa droga z bardzo marną nawierzchnią, ruch znikomy. Po jakimś czasie asfalt zanika. Zwykła gruntowa droga. Jeszcze dalej pojawiają się głębokie rozpadliny… Stajemy. 




Widzę kawałek asfaltowej drogi przesuniętej w stosunku do rzeczywistej trasy o kilkanaście metrów. Wtedy przychodzi olśnienie! Trzęsienie ziemi! 7 grudnia 1988 roku Armenię nawiedziło silne wstrząsy tektoniczne, które zburzyły kilka miast. I przy okazji zaorało drogę, którą właśnie próbowałem przejechać. 
fot. R.S. 

fot. R. S. 

fot. R.S. 

fot. R.S. 

fot. R.S. 

Trasę były w stanie sforsować tylko ciężarówki, samochody terenowe i niezniszczalne Żiguli. My na szczęście mieliśmy terenówkę. Po kilku kilometrach dojechaliśmy do w miarę dobrej drogi i pojechaliśmy dalej.
Nigdy więcej tam już nie byłem, mimo wielu kolejnych wizyt w Armenii. Ktoś wie czy zbudowano nową drogę? 


Kliknij w zdjęcie aby powiększyć 

sobota, 18 kwietnia 2020

Tajny obiekt wojskowy


„Gdy wojsko buduje jakieś obiekty, których przeznaczenia nie znamy, to oczywiście jest bardzo niepokojące. Aby zrozumieć, co to jest, trzeba zastanowić się na przykład nad systemem logistycznym. Już samo położenie zabudowań może nam podpowiedzieć, czy służą produkcji broni albo amunicji czy czemuś innemu.”
Fragment zaczerpnięty z książki Piotra Niemczyka i Jasia Kapeli „Krótki Kurs Szpiegowania” 

Znam pewien taki obiekt. W Gruzji. Historia jego powstania jest ciekawa. Na zlecenie wojska w czasach radzieckich wydrążono w skale zespół tuneli. Prace prowadziła firma znana w całym ZSRR i specjalizująca się w drążeniu tuneli metra, budowali m.in. w Moskwie, Kijowie czy Tbilisi, dłubano w twardym granicie. Zleceniodawcą i płatnikiem była armia radziecka, co zrozumiałe, budowano wszak obiekt wojskowy. Tylko, że ów obiekt nigdy do celów wojskowych użyty nie był i po ukończeniu budowy został przekazany miejscowym winnym kołchozom jako miejsce do przechowywania wina. 


Czemu tak się stało, nie wiem. I nikt jak na razie w przekonujący sposób mi tego nie wyjaśnił. Mam na ten temat pewną teorię; Gruzini do perfekcji nauczyli się wyzyskiwać radziecki system. Przypuszczam, że ktoś z kimś załatwił przy suto zastawionym gruzińskim stole, po wypiciu kilku litrów wina albo czaczy, np. dyrektor kołchozu na imprezie z jakimś zaprzyjaźnionym generałem, że wy nam tu zbudujecie taki tunel a my wam coś tam ;-) Jestem sobie w stanie coś takiego wyobrazić, znając gruzińskie realia. 










Po rozpadzie kołchozów tunel przejęła duża firma produkująca wino i inne napitki i także używa go jako przechowalnie wina – panują tam idealne warunki, stała temperatura. Niewielka część tunelu (około 500 m) jest udostępniona do zwiedzania. Jest to bardzo ciekawe miejsce.
I z chęcią was tam kiedyś zabiorę ;-)