piątek, 28 czerwca 2024

Ryga - idealne miejsce na weekend

 

Pierwsze co poczułem wysiadając z samolotu, jeszcze zanim poczułem spaliny z silników, to zapach morza! Poranny samolot z Krakowa do Rygi był punktualnie i podszedł do lądowania właśnie od strony morza, mogłem więc z lotu ptaka zobaczyć i część stolicy Łotwy i pobliską Jurmalę, słynącą ze swoich szerokich plaż.


O krajach bałtyckich zawsze myślałem jako o swoistej jedności, jednym tchem wymieniając Litwę, Łotwę i Estonię, już jednak krótka wizyta w stolicach tylko tych dwóch ostatnich krajów pokazuje różnicę. Kraje te są tak blisko a zawsze odkładałem tą podróż na wieczne nigdy. Teraz widzę, że należało tam pojechać już dawno.


Z lotniska w Rydze dojedziemy do centrum wygodnie autobusem linii 22 z przed samego terminala. W dodatku nie musimy na dzień dobry rozkminiać systemu biletowego czy też biletomatów naszego bałtyckiego sąsiada – za przejazd zapłacimy w prosty sposób kartą u kierowcy. Wysiadam przy samym starym mieście, zaraz po przejechaniu Dźwiny a z widokiem na futurystyczny budynek Biblioteki Narodowej. 


Zagłębiam się w jego uliczki zwiedzając ale także poszukując miejsca gdzie mogę zjeść śniadanie. Znalezienie knajpki nie jest trudne, jajecznica z pieczywem, sałatką i kawą kosztuje mnie około 9 euro.

Stolica Łotwy jest idealnym miejscem na kręcenie się i zagłębianie w kolejne uliczki a to z kolei jest moim ulubionym sposobem zwiedzania. Owszem, wyznaczam sobie jakieś cele na nawigacji ale potem dostrzegam coś jeszcze więc także tam idę i w ten sposób mogę zobaczyć więcej bez sztywnego planu, choć robiąc wiele kilometrów ale właśnie tak lubię. Stare miasto w Rydze czyli Vecriga ma wiele do zaoferowania. Zabytkowe centrum jest wpisane na listę UNESCO. 



Dom Bractwa Czarnogłowych jest akurat ze strony, od której zaczynam zwiedzanie i robi wrażenie licznymi zdobieniami i fantazyjną konstrukcją. 



Kilka kościołów, kręte uliczki, na których znajdziemy niejeden spichlerz pełniący obecnie rolę mieszkalnej kamienicy, do tego liczne knajpki i place i już mamy fajną atmosferę miasta. 








Uwagę zwraca oczywiście charakterystyczna obronna budowla – Baszta Prochowa, ostatnia z całego systemu takich wież i murów tworzących niegdyś system obronny miasta. 


Koniecznie zajrzyjcie też do Trzech Braci – zespołu trzech sąsiadujących ze sobą kamienic, z których najstarsza z XV wieku jest uznawana za najstarszy budynek mieszkalny w Rydze. 

Trzech Braci. Ta nieco cofnięta kamienica jest najstarsza 


Ryski zamek pełni obecnie funkcję rezydencji prezydenta, jest także siedzibą muzeum. Wertując historię tego obiektu znajdziemy różne polskie smaczki a na jego bocznych murach tablicę ku czci polskiego oficera. 







Zaś od zamku już tylko dwa kroki na spektakularny most Vansu a w jego pobliżu przystań, z której możemy popłynąć w rejs statkiem po Dźwinie. 




Popływać po stolicy Łotwy można także na rowerku wodnym, po kanale idącym w pobliżu centrum wśród zieleni, bardzo przyjemne miejsce. 

Opuszczam stare miasto mijając Pomnik Wolności i wchodzę w tzw. Nowe Miasto, pełne monumentalnych kamienic i innych budynków, w tym budynków rządowych (choć część z nich, jak choćby parlament znajdują się także na starym mieście). Cerkwie także znajdują się poza ścisłym centrum. Uwagę zwraca ta najważniejsza w mieście – Narodzenia Pańskiego. 







Ale ją mijam niejako po drodze do innej, nowej atrakcji turystycznej jaką w stolicy naszego bałtyckiego sąsiada stało się otoczenie rosyjskiej ambasady po pełnoskalowej inwazji tej ostatniej na Ukrainę. Baner z Putinem na wprost wejścia krąży po internetach już od dawna. 



Mnie zaś w rejonie wspomnianego soboru łapie silna burza, którą udaje mi się przeczekać pod daszkiem jednego z kiosków. Później idę dalej po wspomnianej dzielnicy aby zameldować się w mojej kwaterze ale zawiesza mi się nawigacja przez co znacznie nadrabiam drogi. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło – dzięki temu docieram pod monumentalny gmach będący w przeszłości siedzibą KGB, pod który iść pierwotnie nie planowałem. 



No i oglądam znacznie więcej dzielnicy, w której mieszkam niż zobaczyłbym normalnie.









Po zameldowaniu i odpoczynku w moim hotelo – apartamencie idę na obiad w fajnym bistro LIDO Vērmanītis, które tak bardzo przypomina wystrojem i organizacją Puzatą Chatę znaną mi z Ukrainy, że nabieram podejrzeń, że to ten sam kapitał. Później moje kroki kieruję na poleconą mi do zobaczenia ulicę Alberta z piękną secesyjną zabudową. 









Ukoronowaniem tego, jakże intensywnego dnia jest ogląd budynku Łotewskiej Akademii Nauk, nieco niższej wersji warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki – stalinska vysotka jak mawiają rosyjskojęzyczni. Znajduje się ona blisko Centralnego Bazaru, w dzielnicy po drugiej stronie magistrali kolejowej, przy której umiejscowiony jest także, będący obecnie w przebudowie dworzec główny. 



Ze wspomnianego dworca jadę na drugi dzień do Jurmały – nadmorskiego kurortu, na początku czerwca bardzo przyjemnego bo jeszcze nie zatłoczonego. Przypuszczam, że w wakacje jest tam masa ludzi. Przyjemny deptak, szeroka plaża, którą zresztą widziałem z samolotu. Przyjemne, często stare domki pośród zieleni. Naprawdę miejsce jest bardzo fajne poza sezonem. 














Jadąc tam można wysiąść z pociągu na stacji Majori, ja tak zrobiłem. Od pociągu jest bardzo blisko do deptaku a także na plażę. Również pociągiem wróciłem do Rygi. A że jeszcze jest dość wcześnie to idę na centralny bazar. Stoiska powoli się już zamykają ale udaje mi się jeszcze coś zobaczyć. Część „mięsna” jest ucywilizowana ;-) mięso jest w przeszklonych chłodniach co nie jest wcale takie oczywista na bazarach choćby na Kaukazie. Jest część z barami gdzie można coś przekąsić i wypić piwko, są kiszonki. Klimatyczny bazar, jak to w post-radziecji. 

Gorąco polecam wam to miejsce gdy będzie ono pracować na pełnych obrotach.

Tak kończy się moja przygoda z Rygą – idealnym miejscem na krótki wypad, choćby na weekend. Zdecydowanie jest ochota na więcej, na eksplorację innych części Łotwy. Myślę, że to bardzo niedoceniany u nas kraj i jest to duży błąd.

Zachęcam do wpisania Rygi na waszą listę. 

Więcej zdjęć: 





















poniedziałek, 1 kwietnia 2024

KOLEJOWA PĘTLA. Polska – Słowacja – Polska koleją

 

                                Wyruszyliśmy z Krakowa do Tarnowa bo w Tarnowie zawsze warto wypić kawę w kawiarni-tramwaju w centrum ;-) 

Tarnów 


Potem wsiedliśmy w pociąg do Muszyny i widokową trasą przez Nowy Sącz a potem wzdłuż Popradu dotarliśmy do celu. 







W Muszynie byłem kilka razy ale nadal jest mnie w stanie czymś zaskoczyć. Tym razem nowym dla mnie miejscem była wieża widokowa w parku, na której wcześniej nie byłem. 







Przed południem w sobotę pakujemy się do słowackiego składu do Popradu. Jest zatłoczony a kursuje tylko w weekendy i tylko w wakacje. 

Muszyna 


Widać, że jest bardzo popularny wśród turystów i kuracjuszy. 

Poprad - Tatry


W Popradzie przesiadka na tatrzańską elektriczke do Strbskego Plesa. Trasa widokowa, choć także, trzeba przyznać zakrzaczona. 






Zabytkowy pociąg tatrzańskiej elektriczki rusza ze stacji Stary Smokovec 


Strbske Pleso – fantastyczny punkt przesiadkowy kolejek, trochę też takie słowackie Krupówki ale jak się już ucieknie nad jezioro to tłum się rozmywa i mimo sporej ilości turystów piechurzy nie siedzą sobie na plecach. 









Oczywiście pyszny słowacki obiad (gulasz z knedlami obowiązkowo był) i wsiadamy do zubaczki czyli kolejki zębatej do Strby. Różnice wysokości są dość imponujące. 



Na dole zaś spokojna przesiadka na komfortowy, nowoczesny osobowy do Liptowskiego Mikulasza. Tu, mimo nadchodzącego wieczoru trzeba się jeszcze pokręcić po uliczkach, w rejonie głównego placu odbywają się imprezy, ludzie siedzą w knajpach. 










Przed południem kolejny pociąg do Żyliny, po której znów się trzeba pokręcić, tym razem w ostrym słońcu i zafundować sobie kolejną dawkę słowackiej kuchni, po której ciężko mi się dotoczyć znów na dworzec. 












Witraże na dworcu kolejowym w Żylinie i brutalistyczny budynek samego dworca


Pociąg do Cadcy, krótki spacer i kolejny pociąg, tym razem międzynarodowy ;-) do Zwardonia.

Jesteśmy ponownie w Polsce. Martwy budynek stacji kolejowej, peron za ciężkie miliony, tylko co z tego? 




Infrastruktura dworcowa na Słowacji często pamięta jeszcze komunę ale co do słowackich kolei to odróżnia je od naszych to, że połączenia są nieźle ze sobą skomunikowane i ten system całkiem sprawnie działa. Linie, które u nas byłyby już zaorane (jak np. ślepa linia Cadca – Makov), tam nadal działają. Dworce żyją, działają dworcowe kasy i bary, coś co u nas jest ewenementem tam jest normalnością. Owszem, infrastruktura jest często stara i pamięta słusznie miniony system ale spełnia swoją funkcję. 

Dworzec w Cadcy. Zdjęcie z marca 2024


U nas budynki dworcowe albo stoją opuszczone i niszczeją albo – jak np. na odcinku Nowy Sącz – Muszyna są obecnie remontowane po to aby… nadal nie spełniać swojej podstawowej roli tylko aby… wyglądać? Czemu nasze koleje robią tyle na pokaz, często marnotrawiąc środki ale nie spełniają swoich podstawowych funkcji?

Wracamy ze Zwardonia liniami regionalnymi przez Katowice na Kraków.

Taką to pętlę zrobiliśmy w trzy dni ;-)


*Podróż odbyliśmy w sierpniu 2023 roku. Jeśli chcielibyście ją powtórzyć (lub jej fragmenty) to warto zwrócić uwagę czy pociągi Muszyna – Poprad oraz Cadca – Zwardoń kursują okresowo.