Najbardziej wysunięta w głąb
Ukrainy część terytorium Polski. Mimo, że w Bieszczadach od kilku
sezonów mamy prawdziwe zatrzęsienie turystów, korki i kolejki do
restauracji, tu mamy możliwość złapania oddechu od zgiełku, bo
na szczęście nie wszyscy turyści z Wetliny czy Cisnej tu
docierają. Dogodną bazą wypadową jest Muczne a dla mniej
wymagających – Tarnawa Niżna (baza turystyczna) – ostatni
zamieszkały punkt na mapie w okolicy.
(Aby powiększyć zdjęcia należy w nie kliknąć)
Kto jest w tym rejonie po raz
pierwszy musi oczywiście obowiązkowo odbyć pieszy spacer do Grobu
Hrabiny w Siankach oraz źródeł Sanu (tak naprawdę to źródeł
jednego z dopływów Sanu). Szlak wiedzie malowniczo wzdłuż granicy
przez wysiedlone wioski Bukowiec i Beniowa aż do wspomnianych
Sianek. Grób Hrabiny to miejsce niegdyś kultowe i tajemnicze wśród
bywalców Bieszczad, zwłaszcza za systemu słusznie minionego gdy
teren ten był niedostępny, nadzorowany przez Biuro Ochrony Rządu i
wojska MSW, na którym partyjni dostojnicy i turyści dewizowi mogli
polować. Można powiedzieć, że te tereny oraz rejon Arłamowa były
w niepodzielnym władaniu płk. Kazimierza Doskoczyńskiego, postaci
bardzo wpływowej w tamtych czasach. Cmentarz w Beniowej
Grób Hrabiny
Źródła Sanu. Do Przełęczy Użockiej tylko krok...
Pierwszy
odcinek, do parkingu w Bukowcu najlepiej pokonać samochodem aby nie
tracić czasu. Następnie pieszo przez Beniową, w której koniecznie
trzeba zobaczyć stary cmentarz. Szlak nie jest wymagający i zajmie
nam 5 – 6 godzin a głównym przeciwnikiem może być, miejscami
błoto, po opadach. Pamiętajmy też, że nie wchodzimy w pas drogi
granicznej a zdjęcie ze słupem granicznym może kosztować 300
złotych ;-)
Szlak
do źródeł Sanu został już wszechstronnie opisany w
przewodnikach, relacjach i blogach, ja natomiast chciałbym
opowiedzieć Wam o tym co zobaczyłem w tym roku będąc w
Bieszczadzkim Worku, odpuszczając sobie spacer do Sianek, w których
byłem już dwa razy (w 2007 i 2011 roku).
Dojeżdżając
do parkingu w Bukowcu, zostawiamy pojazd i kierujemy się oznaczoną
ścieżką BPN do dwóch cmentarzy i miejsca po cerkwi. Pierwszy to
miejsce spoczynku żołnierzy z Wielkiej Wojny – pobliska Przełęcz
Użocka (dziś po stronie ukraińskiej) była ważnym punktem
strategicznym i toczyły się o nią walki. 100 metrów dalej zaś
mamy cerkwisko i stary wiejski cmentarz.
Wszyscy pędzą do źródeł
Sanu a tu po niewielkim spacerku zobaczyć można wspaniały widok na
góry i klimatyczne świadectwo życia ludzi na tych terenach (do
1946 roku).
Innym
miejscem obowiązkowym do zobaczenia są Sokoliki i widok na cerkiew
po stronie ukraińskiej. Zostawiamy samochód na parkingu jakieś dwa
kilometry do skrętu w stronę dawnej wsi (płatny) i ruszamy pieszo
około 4,5 km. Najpierw asfaltem a potem płytową drogą.
Ja
poznałem to miejsce z internetów, wcześniej o nim nie wiedziałem.
San mocno tutaj meandruje a wraz z nim granica państwa. Po drugiej
stronie właściwie także pusto, mieszkańców w 1945 roku
wysiedlono. Została cerkiew. I widok na nią jest celem tej
wycieczki. Przy dobrej pogodzie cudownie jest posiedzieć na ławce
przy końcowym punkcie szlaku. Wyprawę do Sokolików bardzo Wam
polecam.
Miejscem,
które zostawiłem sobie na kolejny raz to dawna wieś Dźwiniacz
Górny także dostępna dzięki ścieżce dydaktycznej BPN.
Choć
dziś trudno w to uwierzyć to przed II wojną światową tereny wsi
Tarnawa Niżna, Łokcia, Dydlowa i Sokoliki tworzyły ok. 18
kilometrowy pas zwartej zabudowy a w Siankach istniały nawet
pensjonaty dla turystów. Do Sokolików dochodziła zaś linia
kolejki wąskotorowej dowożącej drzewo do istniejącej do dziś po
ukraińskiej stronie linii biegnącej przez Przełęcz Użocką. Dziś
te tereny są całkowicie puste a o żyjących tu kiedyś ludziach
przypominają jedynie stare cmentarze i studnie.
Więcej ciekawych rzeczy znajdziecie na stronie bloga tutaj:
Ze Wszystkich Stron