poniedziałek, 27 lipca 2015

Całkiem uroczy ten Użgorod

Użgorod to tętniące życiem przygranicze miasto, będące jednocześnie sercem Zakarpacia. Miasto zaczyna się właściwie zaraz za szlabanem przejścia granicznego. Można by rzec – typowe miasto pogranicza, nawet bardziej niż Przemyśl. Miasto możnowładców różnych nacji, miasto węgierskie, czechosłowackie, radzieckie, wreszcie ukraińskie. Nie trzeba się bardzo rozglądać aby spotkać turystów z Węgier. Ale nie dajcie się zwieść – to że zobaczycie mnóstwo tablic z Węgier, Słowacji czy Polski to nie oznacza że aż tylu tam turystów, szczególnie w te niespokojne czasy. To zwykle samochody kupione na współwłasność z obywatelem któregoś z krajów UE aby uniknąć wysokiego cła.
 Mój rosyjski tylko lekko zmieszany z ukraińskim wzbudzał tu wyraźny wyraz politowania… Szkoda, że nie mam żadnej „prawilnej” koszulki ;-) przynajmniej rozwiewałaby wątpliwości… Mogłem przynajmniej ubrać tą z flagą Gruzji ;-) zwłaszcza, że knajpa gruzińska w mieście jest i nieźle się prezentuje. Na aftovagzale wybrałem najstarszą, na oko Ładę Żyguli – taxi z równie leciwym dziadkiem, który za równowartość ok. 5 złotych zawiózł mnie pod wskazany adres hotelu. A potem już tylko w miasto. Urokliwe uliczki, deptak nad rzeką Uż, zamek. Wszystko można zwiedzić w kilka godzin a potem odpocząć w którejś knajpce lub restauracji, przy dobrym piwku i regionalnej kuchni. Potem, jeśli macie jeszcze siły udać się do sklepu po któreś z dobrych ukraińskich a najlepiej zakarpackich win.

Miasto się rozwija, remontuje, buduje nowe obiekty a poza tym ma bardzo przyjemne stare miasto, na którym właśnie mieszkałem oraz deptak na głównej ulicy. Warto pozwiedzać, zobaczyć kościoły i cerkwie a przede wszystkim pokręcić się po uliczkach i zaułkach, które tworzą fajny klimat tego miasta. Użgorod – gorod nad rzeką Uż. Gorąco Was tu zapraszam! 


Tak, nie mylicie się - to węgierski Turul. Na zamku w Użgorodzie 







Dawna synagoga, obecnie filharmonia 



Zapraszam też do polubienia mojej strony na FB 
https://www.facebook.com/zewszystkichstron?fref=ts

piątek, 17 lipca 2015

Mukaczewo w niespokojnych czasach

W sobotę 11 lipca 2015 w Mukaczewie, w obwodzie zakarpackim na Ukrainie ludzie z Prawego Sektora napadli na ludzi jednego z deputowanych, miejscowego małego oligarchy, który, jakoby trudni się przemytem papierochów do UE. W sprawę zaangażowany jest też inny deputowany z obozu wrogiego temu pierwszemu. Wydaje mi się, że jeden z nich napuścił Prawy Sektor na drugiego i nacjonaliści z nadzieją na dobrze spełniony obowiązek pojechali i zrobili zadymę. Dwóch z nich zginęło, rannych zostało co najmniej siedmiu milicjantów a trzy radiowozy doszczętnie spłonęły po trafieniu z „muchy”. Można by zapytać: - I co? – I nic. Jedno jest pewne – nawet w takim dysfunkcyjnym państwie jak Ukraina nie może być ŻADNYCH oddziałów zbrojnych, powiązanych z jakąś z organizacji politycznych! Bo istnienie takich oddziałów zawsze będzie się wiązać z wywieraniem presji na organy państwa, jakie by one nie były. Bo robienie zadym w kraju, który i tak zmaga się z obcą agresją nie służy niczemu dobremu!
                                                        ***
Do Mukaczekawa dotarłem w środę, kilka dni po sobotniej strzelaninie. Wszędzie cisza i spokój, życie toczy się normalnym trybem choć, co zrozumiałe wśród mieszkańców ostatnie wydarzenia wzbudzają jeszcze emocje, chodząc po ulicach wychwytuję czasami rozmowy miejscowych, w których przewijają mi się znane nazwiska dwóch miejscowych oligarchów. Jedynie po drodze do miasta stoją wzmocnione patrole milicji a przy wyjeździe z Użgorodu posterunek wzmacniają dodatkowo żołnierze Gwardii Narodowej z BTR-em.









Mukaczewo to rejonowe, 80 - tysięczne miasteczko. Posiada kilka zabytków, głównie sakralnych, oraz wspaniałą, niezdobytą twierdzę. Umocnienia w tym miejscu istniały już w IX wieku, zaś w XI zostały jeszcze wzmocnione przez panujących tutaj Węgrów. W ogóle zamek i okolica jest z nimi bardzo związana co widać w wielu miejscach, choćby na samej warowni gdzie znajdują się nawet tablice pamiątkowe w języku Madziarów. Więziony był tu m.in. Sandor Petofi. Na górnym dziedzińcu zamku stoi zaś posąg Fedora Koriatowicza, który kiedyś (na przełomie XIV i XV wieku) władał twierdzą. Należy u jego stóp położyć pieniążek, złapać go za palec wskazujący i pomyśleć życzenie. Twierdza składa się z kilku poziomów, jest bardzo okazała i rozciąga się z niej wspaniały widok na okolice. Ponieważ fortecą przez większość jej historii zarządzali Węgrzy możemy zobaczyć w niej Turula – ptaka będącego ich symbolem, który co prawda w rzeczywistości, w przyrodzie nigdy nie istniał ale w świadomości węgierskiej jak najbardziej. Dziś obok Turula powiewa dumnie wielka ukraińska flaga. Dobrze się razem komponują. 
























Zapraszam Was na ukraińskie Zakarpacie, które co prawda dopiero zaczynam odkrywać ale już mi się podoba. 

Zapraszam do polubienia mojej strony na facebooku: 


wtorek, 14 lipca 2015

Nocnym plackartnym aż do końca świata ;-)

Pisałem kiedyś o plackartnych 
Przejeździłem wagonami plackartnymi po Ukrainie całkiem sporo, głównie na trasie Lwów – Kijów ale nie tylko. Uwielbiam te pociągi. Mimo wielu niedogodności panuje w nich zazwyczaj zajebisty wschodni klimat.

Ale któregoś razu, już dawno, mogło to być około 2007 roku, jechałem sobie samotnie wagonem plackartnym do Kijowa i jakoś nie miałem ochoty na rozmowy ze współpasażerami. Czytałem książkę, pamiętam, że był to Wojciech Jagielski „Wieże z Kamienia”, o Czeczenii, a jak mi się znudziło to podłączyłem słuchawki do telefonu zacząłem słuchać muzyki. I to jest ten obraz, który często mi wraca: jadę plackartnym przez ukraińskie równiny, do Kijowa, na stoliku Jagielski a na uszach Myslovitz „Nocnym Pociągiem Aż Do Końca Świata”. 
To jest ten stan kiedy jadę na wschód…  

Zapraszam też do polubienia mojej strony na FB 
https://www.facebook.com/zewszystkichstron?fref=ts

niedziela, 12 lipca 2015

Piwo z Bieszczad

W Krakowie na placu Wolnica pojawiła się ok. dwa miesiące temu nowa knajpa, która przyciąga coraz więcej ludzi. Ursa Maior, bo o niej mowa sprzedaje piwo z browaru o tej samej nazwie w Uhercach. Własne piwo w sześciu wyśmienitych gatunkach, każdy znajdzie smak jaki mu najbardziej odpowiada. Do tego prosty, fajny wystrój dodający miejscu uroku.

NIE PŁACĄ MI ZA REKLAMĘ!  Po prostu uważam, że trzeba promować miejsca, w których sprzedają piwo z małych lokalnych browarów a nie tylko berbeluchę typu Żywiec bądź Tyskie, które z piwem mają tyle wspólnego co nic…