poniedziałek, 12 listopada 2018

Kler


Wróciłem wreszcie do kraju więc czas nadrabiać zaległości. Zwłaszcza te kulturalne.
Wreszcie mogłem pójść na „Kler” Wojciecha Smarzowskiego. Zaczyna się niczym „Drogówka” albo „Psy” – pijaństwem. Ale pijaństwo to tylko wierzchołek góry lodowej, która odsłania się wraz z każdą minutą filmu. Korupcja pod różnymi postaciami, układy, układziki, podsrywanie i załatwianie własnych interesów pod pozorem dobroczynności. Taka patologiczna korporacja. Do tego, zgrabnie pokazany, bez epatowania przemocą, problem pedofilii i kościele.
Szukający taniej sensacji nie znajdą w filmie brutalnych scen. Zobaczą za to uwikłanie sprawców w swoją, często tragiczną przeszłość.
Zawsze gdy Smarzowski robi nowy film to jest o nim głośno i ludzie idą do kin. Tu jednak zadziałało co innego – sukces kasowy filmu jest zasługą samego kościoła i obecnej władzy. Gdyby nie szum jaki zrobili protestując przeciw temu obrazowi, zapewne nawet połowa z osób, które poszły na niego do kina nie zwróciłaby na ten film uwagi. Nadgorliwość zawsze była gorsza od faszyzmu (bez skojarzeń albo właśnie ze skojarzeniami…). 


PS
Taki sam szum pamiętam w latach 90-tych gdy wchodził film „Ksiądz” o funkcjonariuszu kościoła, który był gejem. Też widownie napędziły protesty kleru a na salach kinowych byli nawet ochroniarze ;-)


czwartek, 1 listopada 2018

Stoi na stacji lokomotywa


Na stacji w Borżomi, dodajmy. W zasadzie jestem laikiem jeśli chodzi o koleje, choć bardzo lubię jeździć pociągami. Jednak w Gruzji nie za wiele jest okazji do tego. Poza fantastycznym pociągiem Tbilisi – Batumi, stan kolei przedstawia się nader skromnie. We wschodnim regionie – Kachetii pociągi nie jeżdżą już wcale. Tym bardziej zainteresował mnie pociąg – tzw. elektriczka stojący na dworcu w Borżomi. Skład najlepsze lata miał już ewidentnie za sobą, był wypłowiały i odrapany. Ale cały czas, stojąc w pięknej jesiennej scenerii przykuwał moją uwagę. 





Jakie to dziwne, że jeżdżąc już 10 lat do Gruzji nigdy nie jechałem tutejszą elektriczką? Postanowiłem to zmienić i tym razem do Tbilisi wróciłem właśnie tym pociągiem. Bilet za całe dwa lari kupiłem w biletomacie w pojeździe.
Pociąg ruszył, rozwijając prędkość galopującej bryczki, chwilami tylko może trochę szybciej. Dopiero gdy dojechał do centralnej magistrali nabrał prędkości. Do Tbilisi przyjechał o czasie.
Zatrzymywał się na niewielkich stacjach, pasażerowie wsiadali i wysiadali. I często była to ta biedniejsza Gruzja…
Ot nowe transportowe doświadczenie ;-) 
Zwróćcie uwagę na ten zabytkowy rozkład jazdy. Dziś z dworca w Borżomi odjeżdżają dwa pociągi na dobę. Oba do Tbilisi 



wtorek, 9 października 2018

Giumri


Mówiłem nie raz, że nie ma czegoś takiego jak ładne ormiańskie miasto. Otóż myliłem się. Oprócz stołecznego Erewania, który posiada, mimo wszystko  klimat, odkryciem tego roku było dla mnie miasto Giumri. Obecnie trwa w nim renowacja a gdy się zakończy będzie to z pewnością ciekawe miejsce. Duży centralny plac, przy którym znajdują się dwa kościoły i odchodzące od niego uliczki tworzą fajny klimat i mam nadzieję, dobrze przeprowadzona renowacja doda im blasku. 



Giumri (kiedyś Leninakan) – miasto potwornie zniszczone przez tragiczne trzęsienie ziemi jakie nawiedziło Armenię w 1988 roku nadal podnosi się z gruzów – jeden z kościołów przy centralnym placu wciąż jest remontowany, ci którzy znają to miasto lepiej niż ja mówią, że dalej od centrum także jest dużo do zrobienia. Upadł ZSRR, potem była totalna zapaść trudnych lat 90-tych. Tym bardziej cieszy fakt, że znalazły się środki na przeprowadzenie tego remontu. 

Fragment oryginalnej kopuły zawalonej podczas trzęsienia ziemi 








W mojej ocenie miasto ma szansę stać się w przyszłości atrakcyjnym ośrodkiem turystycznym. Zachęcam Was do poświęcenia mu chwili czasu w trakcie ewentualnych podróży po Armenii.
Ten kraj ma wile do zaoferowania.

piątek, 5 października 2018

Batumi


Jak to już ktoś napisał, chyba też na jakimś blogu - nie ma już herbacianych pól w Batumi (w samym mieście chyba nigdy ich nie było), o których śpiewały Filipinki. Uprawa herbaty w tym południowo kaukaskim kraju powoli się odradza ale w sąsiednim regionie Adżaria.
Batumi – zawsze miałem problem z tym miastem. Na początku budziło u mnie i u moich przyjaciół nieco mieszane uczucia. Gdy przyjechałem tu po raz pierwszy w 2008 roku, zaraz po wojnie, jedynym wysokościowcem był kończony właśnie wtedy hotel Sheraton.









Grafika - źródło internet 

Dziś panorama Batumi jest zgoła inna. Futurystyczne wieżowce – apartamentowce, hotele to zasługa różnych inwestorów a także państwa gruzińskiego – głównie prezydenta Saakashvilego. Wieża Alfabetu to swego rodzaju szalony pomysł, który jednak znakomicie wrósł w krajobraz miasta i jest jednym z jego symboli. Obecnie miasto jest stale rozwijającym się kurortem z ogromną bazą hotelową na każdą kieszeń i o różnym standardzie. I muszę powiedzieć, że zaczęło mi się podobać to miasto, mimo wcześniejszych wątpliwości. Gdy mam kilka dni wolnego lubię tu wyskoczyć na dwa – trzy dni. Batumi oszałamia zarówno w dzień jak i w nocy. 













Plaża choć kamienista to zachęca do smażingu – można wypożyczyć plastikowe leżaki. Piszę ten tekst 1 października – dziś na plaży było jeszcze dużo ludzi, wiele osób pływało. Komu się znudzi leżenie może popłynąć w krótki rejs statkiem lub spacerować promenadą ciągnącą się wiele kilometrów (można wypożyczyć elektryczny skuter albo po prostu rower).
Warto wspomnieć, że Autonomiczna Republika Adżaria, której stolicą jest Batumi (autonomiczna dość symbolicznie) była do 2004 roku udzielnym księstwem Asłana Abaszydze – czerwonego księcia, który całkowicie kontrolował wszystko na tym terenie ciągnąc z tego zyski. Władza Tbilisi tu nie sięgała. Dopiero po rewolucji róż Sakashvili zmusił go do oddania władzy i ucieczki (do Moskwy) a kontrolę nad Adżarią przejęły siły gruzińskie (bezkrwawo).
Tyle najnowszej historii. Dziś Batumi jest imponującym, pełnym przepychu miastem, w którym warto pobyć dwa lub trzy dni.
Dojazd: z Tbilisi komfortowym pociągiem, z lotniska w Kutaisi marszrutką. Coraz częściej można także dolecieć do samego Batumi liniami czarterowymi bezpośrednio z Polski.
PS
Ile razy bym tu nie był to zawsze zrobię dziesiątki zdjęć ;-)

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Szeki (Șəki) – miasto z potencjałem


Sześćdziesięciotrzy tysięczne miasto zrobiło na mnie przyjemne wrażenie. Brukowana ulica wiodąca w dół od pałacu chanów, część odremontowanych budynków wyglądało bardzo fajnie. Także samo centrum miasta, gdyby bardziej o nie zadbać byłoby ciekawsze i przyjemne. Miasto wymaga po prostu więcej uwagi i oczywiście pewnych nakładów finansowych, renowacji przeprowadzonej kompleksowo jak w wielu miejscach w Gruzji w czasach Saakaszwilego. Część efektu już osiągnięto ale widoczna jest jakaś niekonsekwencja w działaniu a może brak środków. A można by uzyskać naprawdę fajny efekt przyciągający turystów. W mieście koniecznie trzeba zobaczyć pałac chanów a właściwie ich letnią rezydencje, mniejszy i skromniejszy niż ten który widziałem na Krymie, jednak bardzo ciekawy. 




Kolejnym obowiązkowym miejscem jest karawanseraj, odnowiony do fajnego standardu. 





Gdyby zadbać bardziej o to miasto mogłoby być jeszcze ciekawsze. Koniecznie trzeba je jednak odwiedzić podczas pobytu w północnym Azerbejdżanie. To miasto ma potencjał.