Wrażenie
było absolutnie niesamowite, gdy idąc przez las nagle zobaczyłem
bardzo duży, jak na te warunki, cmentarz z kamiennymi nagrobkami i
krzyżami, pośrodku tego lasu. Nie ma żadnej wsi, jest tylko ten
cmentarz. Mimo, że wiedziałem, że on tam będzie, wrażenie było
naprawdę silne.
To miejsce to Brusno Stare, obszar
po dawnej ukraińskiej
wsi, słynnej kiedyś na dużą cześć regionu z rzemieślników
wykonujących kamienne krzyże i nagrobki. Bruśnieńskie pomniki
docierały nawet do Lwowa i można je dziś podziwiać także na
Cmentarzu Łyczakowskim.
Już
od dawna obiecywałem sobie, że przejadę po tym regionie, wzdłuż
granicy z Ukrainą i pozaglądam na takie cmentarze i do różnych
cerkwi tam się znajdujących, nie zawsze wychuchanych jak obecnie
cerkwie w Beskidzie Niskim czy Bieszczadach ale także do tych
zapomnianych, czasem popadających w ruinę. Żadne tam spektakularne
widoki i zabytki przyciągające tysiące turystów, raczej
zapomniane miejsca wspólnej polsko – ukraińsko – żydowskiej
historii.
Ruszyłem
od Medyki na północ, mijając kolejne cerkwie, cmentarze i
kościoły. Nie będę wszystkich tu szczegółowo opisywał gdyż to
znajdziecie w przewodnikach i internetach, nad kilkoma jednak
bardziej się pochylę.
Cerkiew w Lesznie
Miejscowość
Kalników nie jest może jakoś szczególnie interesująca pod
względem zabytków, ot murowana cerkiew z 1920 roku. Miejsce jest
interesujące gdyż prawie nikt z mieszkańców nie został
wysiedlony w 1945 roku do ZSRR ani w 1947 w ramach akcji „Wisła”
na „ziemie odzyskane”, mimo że większość stanowili wtedy (i
nadal) Ukraińcy. Jest to zasługa polskiego księdza, który po
prostu wystawił wszystkim katolickie metryki. Na wiejskim cmentarzu
znajdziemy kilkanaście starych grobów i ukraiński pomnik.
Cały
czas przemieszczałem się mniej lub bardziej na północ. I tak
dotarłem do Chotyńca z jego wspaniałą cerkwią, mijając
wcześniej Hruszowice będące niedawno areną polsko – ukraińskich
zatargów (cmentarz) inspirowanych przez nacjonalistyczne środowiska.
Wspomniana
grekokatolicka cerkiew w Chotyńcu i jej otoczenie jest po prostu
cudna. Pochodząca z początku XVII wieku drewniana, kryta gontem
perełka, wpisana na listę UNESCO. Zapewne względy praktyczne –
ilość wiernych, zadecydowały o dobudowaniu dodatkowego
przedsionka, (babińca?), który jednak urodą nie grzeszy i wyraźnie
odcina się od zabytkowej całości. Po tej cerkwi ciężko zobaczyć
coś piękniejszego w okolicy, co nie znaczy, że będzie mniej
ciekawie.
Mijam
kolejkę tirów stojących do granicy w Korczowej i dojeżdżam do
położonej wśród drzew cerkwi p. w. Opieki Matki Bożej z 1740
roku. Przy niej zaś ciekawostka – panteon Michajła Werbićkiego
(1815 – 1870), autora pieśni będącej obecnie hymnem Ukrainy.
Warto wspomnieć, że utwór ten zaczyna się podobnie do naszego
hymnu: „Jeszcze nie umarła Ukraina…(ще не вмерла
Україна)”.
Mijam
wieś Kobylnica Wołoska z dużą cerkwią murowaną z 1924 roku
i
kieruję się do nieco większej jednostki administracyjnej –
miasteczka Wielkie Oczy. Tu na uwagę szczególną zasługuje, a
jakże, cerkiew jednakże wyjątkowa bo… z pruskim murem. Podobno
jedyna taka w Polsce, zbudowana w 1925 roku, gdy tam byłem
przechodziła akurat remont.
Wielkie Oczy posiadają miejski układ
architektoniczny, blisko rynku zobaczymy niedawno odremontowaną
synagogę, w której obecnie mieści się biblioteka a niego dalej od
centrum znajdziemy pozostałości po żydowskim cmentarzu.
Zaś
powyżej rynku znajdziemy kościół i klasztor dominikanów z 1667
roku.
Wyjeżdżamy
dalej, jeszcze bardziej w kierunku granicy aby zobaczyć dwie piękne
ale niestety niszczejące cerkwie. Pierwsza znajduje się na starym
ukraińskim cmentarzu w Żmijowiskach.
Stojąc przy furtce tego
cmentarza, jeśli się dobrze wpatrzymy zobaczymy już słupy
graniczne.
Cerkiew z 1786 roku, po wojnie została zamieniona na
magazyn a obecnie niestety niszczeje, jej stan jest zły.
Następne
miejsce, kilka kilometrów dalej to Wólka Żmijowska i cerkiew z
1895 (inne źródła podają że o 100 lat starsza). Odremontowana
wprawdzie w latach 90-tych, obecnie jednak niestety znów popada w
ruinę.
Na
nocleg docieram do Horyńca – Zdroju ale zanim zakwateruję się w
pensjonacie odwiedzam jeszcze nadgraniczny Radruż a w nim kolejną
perełkę z listy UNESCO – śliczną cerkiew z 1580 roku. Zwiedza
się ją tylko z przewodnikiem ale dzięki temu można dowiedzieć
się kilku ciekawych rzeczy.
Stary ukraiński cmentarz za cerkwią
Stary ukraiński cmentarz za cerkwią
Kolejny
dzień zaczynam ponownym wyjazdem do Radruża gdyż przed
zapadnięciem zmroku nie zdążyłem zobaczyć jeszcze jednej cerkwi
jaka się tam znajduje. Nie jest bardzo stara bo z 1931 roku ale
bardzo klimatyczna i warto ją zobaczyć.
Wracam do Horyńca, kręcę
się po tym przyjemnym, niewielkim i chyba niezbyt znanym uzdrowisku
oraz jego okolicach.
Docieram
do wspomnianego na wstępie Starego Brusna, po którym pozostał
jedynie ten cmentarz. Wioska została spalona w 1945 roku przez
wojsko polskie podczas potyczki z UPA.
Na wzgórzu w tym rejonie
możemy odnaleźć też dwa zarośnięte bunkry – pozostałości
linii Mołotowa.
Zaś w sąsiednim Nowym Bruśnie zobaczymy okazałą
drewnianą cerkiew.
Przez
miejscowość Werchrata docieram do rozwidlenia dróg gdzie zostawiam
samochód i dalej pieszo udaję się do ruin klasztoru Bazylianów.
Warto poczytać trochę historii zanim pojedzie się na te tereny.
Przewodnik, z którego korzystałem bardzo szczegółowo opisuje
trudne czasy naszej wspólnej polsko – ukraińskiej historii. To na
tych terenach działały silne oddziały UPA, nie można więc
pominąć historii z tym związanych w miejscach, które się
odwiedza. Takim miejscem jest Monastyrz – ruiny klasztoru, z
którego nie pozostało zbyt wiele, jednak jest on także miejscem
spoczynku żołnierzy z I wojny światowej oraz żołnierzy UPA.
Zresztą takich miejsc jest tam znacznie więcej, na niejednym
wiejskim cmentarzu, gdzie jak w Werchracie leżą i ci z UPA i ci z
naszego wojska.
Kierując
się w głąb Roztocza odwiedzam jeszcze cerkiew w Prusiu i
Siedliskach aby opuścić nadgraniczny rejon i pooglądać nieco inne
rzeczy niż przez ostatnie dwa dni.
Ta
nieco hardkorowa wycieczka po cerkwiach jest w takim wymiarze tylko
dla zapaleńców ;-) Ale każdy może sobie z tego wybrać kilka
najciekawszych miejsc aby je odwiedzić, ja zrobiłem przegląd dużej
części nadgranicznego pasa.
PS
Zarówno
w podróży jak też podczas pisania tekstu korzystałem z tego
przewodnika, który gorąco polecam wszystkim wybierającym się w te
rejony.