Myślałem o
tym tekście od jakiegoś czasu ale wydarzenie z niedzieli to była kropla, która
przelała czarę. I nie będzie tylko o stosunkach polsko – ukraińskich. Dziś
mianowicie nasza Straż Graniczna nie wpuściła do Polski ukraińskiego zespołu z
uwagi na to, że „jego obecność może stanowić zagrożenie dla porządku
publicznego”.
O jakie zagrożenie chodzi? A no o takie, że podobno gdzieś tam
zbierali się kibole/narodowcy/bandyci (niepotrzebne skreślić ale raczej
wszystko podkreślić) aby ich „przywitać”. Acha czyli już mamy tak, że w ten czy
inny sposób brunatni decydują o tym co się będzie działo w naszym kraju i np.
kto może wystąpić a kto nie. Czyli nie wpuszczamy ukraińskiego zespołu bo
wybuchną zamieszki sprowokowane przez naszych łysych? Albo inaczej – nie
wpuścimy ukraińskiego zespołu bo coś w śpiewanych przez nich piosenkach może
się nie spodobać kolesiom z ONR, do których nowa władza cały czas puszcza
oko.
Ale czemu tu się dziwić? Ciężko
kogoś skazać w naszym państwie a już za takie „błahostki” jak szerzenie
nienawiści na tle narodowościowym to już wcale, a nawet jeśli, to minister
sprawiedliwości wstrzyma wykonanie kary jak w stosunku do jednego z narodowców
skazanego za napaść na policjanta. W takiej sytuacji to już zapewne służbom też
ręce opadły.
Można więc w biały dzień napaść na procesję ukraińską w centrum
Przemyśla, gdzie Ukraińcy mieszkali od zawsze, na obywateli polskich, pobić i
znieważyć jej uczestników mając świadomość niskiego prawdopodobieństwa poniesienia
jakiejkolwiek kary.

