środa, 23 listopada 2016

Drakula – komercyjny symbol Rumunii

Prawie każdy kto słyszy „Rumunia” od razu pomyśli sobie o historii hrabiego Drakuli. Jadąc do Rumunii wielu ludzi pragnie odwiedzić jego zamek w miejscowości Bran, niedaleko Braszowa. Zameczek i owszem, ładny, położony na wysokiej skale, jest obecnie jedną z głównych atrakcji Transylwanii. Czy słusznie? 





Prawdopodobny pierwowzór literackiej postaci hrabiego Drakuli czyli hospodar mołdawski Vlad Tepes zwany Vladem Palownikiem, od tego, że ponoć z lubością nawlekał swoich przeciwników na pal, podobno lubił także spożywać posiłki wśród jęków torturowanych, najprawdopodobniej nigdy w tym zamku nie był. 
Tak jak wspomniałem, zamek jest ładnie utrzymany, jest niewielkim fajnym zameczkiem, jednak… odwiedzają go dzikie tłumy! W sezonie miejscowość Bran przypomina mi nasze Zakopane skrzyżowane z Międzyzdrojami w szczycie sezonu, czyli jak dla mnie miejsce, które należy omijać szerokim łukiem. To oczywiście moja indywidualna, subiektywna ocena – po prostu nie lubię tłumów, pamiętać też należy, że całą historia związana z Drakulą jest fikcją.
Za to niewątpliwie poleciłbym Waszej uwadze miasto Braszow, będące perełką, z fajnym rynkiem i klimatycznymi uliczkami. 






W tej okolicy dużo ciekawszym zamkiem jest z pewnością zamek w Rasnov, po drodze do miasteczka Bran jadąc z Braszowa.
Zaś tropicielom historii związanej z Vladem Palownikiem polecam miasteczko Sighnishoara, gdzie przyszedł on na świat jako syn Vlada Diabła (urocza rodzinka, prawda?). Urokliwe miasteczko, po którego klimatycznych uliczkach można się snuć godzinami, przysiadając od czasu do czasu w jednej z licznych restauracji. ]










Zaś ruiny prawdziwego zamku pierwowzoru Drakuli znajdziecie przy trasie transfogaraskiej na wzgórzu, na które trzeba się wspiąć po długich i stromych schodach.

Myślę, że na samą Transylwanię trzeba poświęcić tydzień. Naprawdę warto! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz