Być może niektórym znudziło
się już pomaganie, inni zrobili sobie już wystarczająco
instagramowych fotek, jeszcze inni są zmęczeni lub przytłoczeni
własnymi problemami i to akurat rozumiem. Inni, jak słyszę, są
zmęczeni uchodźcami, choć nie wiem jak można być zmęczonym poza
wyjątkami gdy przyjęliśmy ich pod swój dach. My jednak realnie
staramy się nadal pomagać, zwłaszcza naszym znajomym służącym w
armii aby łatwiej im było powstrzymywać orków. To już drugi
samochód, który pojechał na front, kupiony ze zbiórek oraz sporo
różnych innych potrzebnych rzeczy. Przynajmniej tyle możemy
zrobić.
Przekraczanie granicy zajęło
nam około 3 godzin. Chyba warto jednak jeździć przez mniejsze
przejścia. Później na blok-postach kontrole wyrywkowe, nas ani
razu. Lwów poza zwiększoną liczbą żołnierzy na ulicach i
gotowymi punktami oporu zdaje się żyć normalnie. Załatwiamy
sprawy i na Tarnopol! Wjeżdżamy bez żadnych kontroli, spotykamy
się z naszym miejscowym kontaktem. Jedziemy z nim odebrać jeszcze
kolejną pomoc humanitarną, choć tył naszego jeepa jest już
zapakowany. Teraz będzie już pełny po dach.
Tarnopol dziękuje polskiemu narodowi za czołgi T-72
(fot. A.H.)
Nasze koszulki (z
Bayraktarem oraz ruskim okrętem, który poszedł wiadomo gdzie)
wzbudzają wesołość i uznanie. Chcemy połazić po mieście, jest
piękna słoneczna pogoda i choć ja je już widziałem to podoba mi
się tu jeszcze bardziej niż kilka lat temu! To naprawdę miłe
miasto na weekendowy wypad z dziewczyną czy przyjaciółmi. Sztuczne
jezioro w środku miasta robi ogromne wrażenie. Do tego miłe dla
oka uliczki i plac w centrum, liczne knajpy, wszystko działa. To był
dzień wolny od pracy, mnóstwo ludzi na ulicach, bardzo przyjazna
atmosfera.
Dobra obiado – kolacja, spacer, potem jeszcze jakieś
piwo i trzeba się zbierać na kwaterę aby zdążyć przed godziną
policyjną lub wkrótce po jej rozpoczęciu. Śniadanie w cafe barze
w centrum, nieco kombinacji z paliwem, którego przydział jednak na
nas czekał i w drogę, na razie na północ. Co do paliwa ważna
uwaga – aktualna przynajmniej na czerwiec 2022 – około 70%
stacji benzynowych jest zamknięte z powodu braku paliwa. Jest
specjalna aplikacja, która pokazuje gdzie i jakie paliwo i dla kogo
można dostać. Na stacjach sieci VOG, a na nich głównie
tankowaliśmy procedura wygląda tak, że najpierw w terminal trzeba
wstukać numer swojego telefonu (mieliśmy ukraińskie), na telefon
przychodzi smsem kod, który pokazuje się sprzedawcy, płaci się za
20 litrów i można tankować. Taki jest przeważnie limit choć pod
Połtawą na stacji innej firmy można było tankować normalnie i
bez żadnych ograniczeń.
W Równem szybkie zwiedzanie
miasta oraz szybka zupa i dalej w drogę, teraz już główną trasą
na Kijów.
Równe
A im bliżej Kijowa tym widoczne większe zniszczenia. W
niektórym miejscach widać świeżo położony asfalt – albo coś
tam uderzyło albo się spaliło i stopiło starą nawierzchnię.
Wraki zostały już uprzątnięte. Skręcamy z głównej drogi w
kierunku Borodianki. Po drodze do niej mijamy wioski, które
wyglądają jakby przeszło przez nie tornado. Albo raczej dzika
orda.
Borodianka jest potwornie zniszczona. Wypalone bloki,
zniszczone mniejsze budynki, no i ten słynny przepołowiony blok w
samym centrum. I pomnik Szewczenki z przestrzeloną głową. Upiorne
wrażenie.
Wjazd do Borodianki
Borodianka
Borodianka
Borodianka
Ale gruzowiska są już w wielu miejscach uprzątnięte,
kręcą się ludzie, mieszkańcy, życie zdaje się pomału wracać.
Jednak wiele osób nie ma do czego wrócić, o tym trzeba pamiętać.
Po drodze na Kijów zajeżdżamy do Buczy. To miasteczko – symbol
rosyjskiego okrucieństwa. Co najmniej kilkuset zamordowanych cywili,
gwałty, pełne zezwierzęcenie ruskich. Miasteczko przypomina
Konstancin pod Warszawą – klasa średnia, dużo zieleni, w centrum
niewielkie bloki i dużo prywatnych domów. Zatrzymujemy się pod
pomnikiem, na którym stoi opancerzony BRDM – to ten, który
rosyjscy żołnierze – chyba w panice, ostrzelali. Obok trafiamy do
pięknie i ze smakiem urządzonej kawiarni, jakże kontrastującej z
tym co widzieliśmy w Borodziance i z sąsiadującą spaloną do cna
apteką. Wrażenie jest nieco surrealistyczne. Ale to jak symbol
odradzającego się życia w tych tragicznych okolicznościach.
Zachęceni przez bardzo miłą obsługę zamawiamy pyszny miodownik.
Zbaczamy jeszcze do
nieodległego Hostomela – miejscowości i lotniska firmy Antonow.
To tu stała zniszczona w czasie ciężkich walk Mrija. Symbolicznie
wyglądająca tablica miejscowości z dziurą po odłamku.
Składowisko spalonych cywilnych samochodów. Wreszcie zniszczone
lotnisko.
Mijamy Irpień, także w wielu
miejscach zniszczony ale jednak zdający się w miarę normalnie
funkcjonować, na tyle na ile to jest możliwe. Mijamy słynny
zburzony most w Irpieniu, tak ten z przewróconym białym busem. Obok
stworzona została prowizoryczna przeprawa. Docieramy wreszcie do
Kijowa. Mijamy Babi Jar – miejsce zagłady Żydów, Romów,
Ukraińców, także ostrzeliwane w czasie tej wojny – w pobliżu
jest wieża telewizyjna, która była celem. Mijamy stację metra
Łukianiwska, a wokół poważnie uszkodzone przez rakiety budynki.
Szliśmy tamtędy w lutym, dwa tygodnie przed wybuchem wojny.
Parkujemy niedaleko Placu Sofijskiego aby zobaczyć wystawę
spalonego rosyjskiego sprzętu przy soborze Michajłowskim. Tu znów
nieco surrealistyczne wrażenie – spalone czołgi i armato-haubice,
do których podjeżdżają dzieci na hulajnogach.

Pizza Veterano
nieczynna, pobliska gruzińska już się zamyka przed godziną
policyjną więc zadowalamy się szoarmą. Płacąc na koniec, pytamy
co jest w lodówce przy ladzie. - Lody. Możemy sobie wybrać jakie
chcemy, za darmo. W sąsiedniej knajpie kupujemy dwa piwa na wynos –
w sklepie już nie można kupić. Na kwaterę na nocleg.
Pobudka przed 6 rano i wyjazd.
Ale najpierw trzeba zatankować. Wyszukujemy na aplikacji stacje
paliw, na której jest dostępne paliwo dla wszystkich. Tankujemy wg
schematu – jest nas dwóch więc dwa telefony, więc 40 litrów.
Przy okazji śniadanie i kawa na stacji. W drogę – na Połtawę.
Upał jest niemiłosierny, samochód nie ma klimy. Zarówno przed jak
i za Kijowem tablice drogowskazowe naprawdę są zamalowane aby
wprowadzić dezorientację wśród nacierających orków, tak jak
pokazywały to telewizje.
Na mijanych cmentarzach dużo świeżych
grobów. Na Połtawszczynie wszędzie dookoła pola uprawne, jak
okiem sięgnąć. Ukraina to poważny producent żywności,
zablokowanie jej portów spowoduje głód w wielu krajach Afryki a co
za tym idzie nową falę migracji do Europy – Kreml traktuje
cynicznie kwestię żywności jako broń i formę nacisku na zachód.
Dlaczego tak ważne jest ukraińskie zboże
Znów szybki postój w
Połtawie i szybkie zwiedzanie – park w centrum i deptak. Żar leje
się z nieba, nie ma też za wiele czasu – wiemy już dokładnie
gdzie na nas czekają znajomi.
Oczywiście im dalej na wschód
tym więcej blok-postów i tu już nie ma wyrywkowych kontroli –
sprawdzeniu poddawani są wszyscy. Za Połtawą każą nam wybrać
inną drogę, tą nie możemy jechać.
Docieramy w wyznaczone
miejsce. Czekają na nas znajomi oraz… pies i mała sowa. W myśl
zasady ratuj każde życie mamy zwierzyniec zabrać do Lwowa – sowę
do specjalnego ośrodka ratującego dzikie zwierzęta. Oba zwierzaki
żołnierze znaleźli na froncie i zabrali ze sobą aby je uratować.
Niestety w nocy sowa wybiera wolność i nieznanym nam sposobem
oswobadza się z klatki. Jest mała, pozostaje nam mieć nadzieję,
że sobie poradzi.
Z oczywistych względów nie
piszę gdzie spotkaliśmy się ze znajomymi. Na drugi dzień odwożą
nas do pociągu, do Charkowa. Po drodze zwiedzamy jeszcze memoriał
pamięci ofiar Wielkiego Głodu z symbolicznie wręcz rozbitą
gablotą informacyjną przez wybuch pocisku, oraz cmentarz polskich
oficerów rozstrzelanych przez NKWD.
Centrum Charkowa jest częściowo
zniszczone ostrzałami z początku wojny. Znajdujemy jednak otwarty
sklep zoologiczny aby kupić dla psa potrzebne rzeczy.
Odwiedzamy też
otwartą pizzerię nad brzegiem rzeki gdzie w szafie chłodniczej na
desery prezentowane są odłamki z tego co spadło na miasto.
Komfortowy, zmodernizowany
pociąg sypialny odjeżdża punktualnie z charkowskiego dworca.
Nadal pomagamy Ukrainie i
ukraińskiej armii, możesz się przyłączyć:
Pomoc dla żołnierzy i ludności Ukrainy
Ukraińcy walczą o swoją
niezależność ale także po to abyśmy my nie musieli.