Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uzbekistan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uzbekistan. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 lutego 2020

„Wystarczy przejść przez rzekę”


Znakomita książka Ludwiki Włodek, która, nie wiedzieć czemu przeleżała u mnie na półce kilka lat zanim ją przeczytałem. Autorka podróżująca od wielu lat do Azji Centralnej, do tzw. „stanów” – Uzbekistan, Kirgistan, Tadżykistan, Kazachstan i Turkmenistan opisuje nam te kraje z własnych obserwacji i przez pryzmat poznanych w różnych okolicznościach ludzi.
Wystarczy popatrzeć na mapę, w jak ciekawy sposób splatają się granice trzech z państw wymienionych wyżej, Kotlina Fergańska, niczym skomplikowane puzzle nie zawsze pasującej do siebie układanki. 

Kraje, które rzadko goszczą na łamach naszych mediów, zwykle jedynie w przypadku kolejnych wojen, rewolucji bądź spektakularnych zmian rządzącego akurat satrapy, o których tylko pasjonaci i bywalcy wiedzą coś więcej, autorka opisuje na podstawie własnych doświadczeń z podróży oraz opowieści spotkanych na swojej drodze ludzi. Spotkanych tam na miejscu ale także w Warszawie, uciekinierów przed zemstą i gniewem władz swoich państw.
Opisuje sporo historycznych zdarzeń, o których już dawno zapomnieliśmy albo wcale nie przebiły się przez naszą medialną sieczkę.
Zwyczaje, obyczajowość, kultura, polityka i wojna – to wszystko splata się w tej książce w bardzo ciekawy mix, dlatego polecam ją wszystkim interesującym się tymi terenami lub wybierającymi się do, przynajmniej niektórych z tych państw, które stają się ostatnio coraz bardziej otwarte na turystów. 


niedziela, 7 czerwca 2015

Podróże kulinarne po Krakowie

Od dawna nosiłem się z zamiarem przetestowania dwóch „egzotycznych” restauracji jakie znajdują się w Krakowie. Wreszcie była okazja i czas aby to zrobić. Pierwsza to Samarkand na Dajworze – knajpa uzbecka. Menu niezbyt rozbudowane, zamówiłem sztandarowe, jak mi się zdaje, danie z tegoż menu - Tandir. Fajnie upieczone mięso z barana z kością. Ale przyznam, że trochę mało. Do tego jakieś tam ziemniaczki i sałatka. Dobre, nie mogę powiedzieć, jednak na moje możliwości trochę mało. Cena 35 pln  - nie zabija ale najtaniej też nie jest. Ruch w restauracji słaby (przynajmniej podczas mojej obecności). Uzbekistan jest moim marzeniem, mam nadzieje się tam kiedyś wybrać. Ciężko mi się więc odnieść do podobieństw serwowanych potraw do tych tam na miejscu. W ofercie jest jednak także płow, który doskonale znam z wizyt na Krymie czy chociażby we Lwowie – wcale nie trzeba jechać aż do Uzbekistanu – wystarczy 100 km od naszej wschodniej granicy. Obsługa z wyglądu azjatycka czyli merytoryczna, więc to na plus. Na minus – nie najadłem się ale nie wszyscy potrzebują tyle jedzenia co ja ;-) 
fot. Facebook

Na drugi dzień mój wybór padł na Bałkanicę – knajpę bałkańską na ulicy Czystej. Zdjęcia na ścianach, z moich ulubionych Bałkanów, na których byłem już kilka razy i ciągle mi mało. Menu nieco bogatsze, w tym znane mi dobrze z Bośni, Serbii czy Czarnogóry - Cewapcici czy Pljeskawica. Zamawiam tą ostatnią a do tego sałatkę szopską. To już była lekka rozpusta jak się okazało. Ledwo zmieściłem i najadłbym się samym daniem głównym w cenie, jeśli dobrze pamiętam także 35 pln. Niestety ceny innych rzeczy z menu są z górnej półki – sałata szopska 16 złotych, choć trzeba tu zaznaczyć, że byłem sam – na dwie osoby i cena i ilość sałatki byłaby w miarę zadowalająca. Kieliszek bałkańskiego wina 18 – 19 złotych – to już gruba przesada.
Mimo pewnych „niedogodności” polecam obie knajpy z naciskiem jednak na Bałkanicę, choć jestem świadom, że to moje subiektywne zapatrywania.

Tyle z podróży, tym razem kulinarnych. 
Fot. Facebook