
Podzielę się z wami luźnymi przemyśleniami i obawami co do irańskiej awantury Trumpa i Natanjahu. Wynikają one z syntezy różnych opinii i komentarzy, których źródeł przytaczał tu nie będę ale dość sporo ich przeczytałem i wysłuchałem. Poza tym wielu rzeczy nie wiemy i możemy się tylko domyślać.
Trump postanowił się zmierzyć z dużym misiem bo jakkolwiek armia irańska technologicznie jest karłem przy amerykańskiej i izraelskiej to wola walki jej znacznej części jest niezaprzeczalna. A co ważniejsze, chęć pozostania przy władzy obecnych elit jest jeszcze większa. Elit, które mają, przynajmniej częściową legitymację społeczną, bo choć utopili ostatnie protesty we krwi i ogólnie są niesympatycznymi sku%%%mi, to jednak wcale niemała część społeczeństwa popiera ich rządy. Dlatego apel Trumpa aby ludzie sami przejęli władzę raczej trafi w próżnię, zwłaszcza zaraz po tak krwawej łaźni jaką reżim sprawił części swojej ludności oraz dlatego, że w styczniu Trump wzywał ich do walki z władzą i obiecywał pomoc a potem usiadł z reżimem do rozmów, co prawda pozorowanych ale jednak. Inna sprawa, że nawet Irańczycy negatywnie nastawieni do reżimu ajatollahów, nie koniecznie chcieliby aby wolność została im przyniesiona na amerykańskich i izraelskich bagnetach. Wiele domysłów co do prawdziwych powodów tej wojny kieruje nas w stronę Izraela, coraz popularniejsze jest powiedzenie, że ogon macha psem, że to Natanjahu nakłonił Trumpa do tej interwencji. Zaś interesem obecnej administracji USA jest „mała zwycięska wojna” przed wyborami cząstkowymi i przed rocznicą 250-lecia państwowości. Na marginesie, w Izraelu też są niedługo wybory a to już całkowite być albo nie być dla obecnego premiera Izraela.
Jednak jak to z wojnami bywa, czasem lubią nie iść jak na mapach planistów a wymykać się spod kontroli. Prawdopodobnie Izrael i USA mogą mieć tu nieco rozbieżne cele – ci pierwsi chcą maksymalnego osłabienia Iranu i być może nawet jego rozpadu, amerykanom potrzebna jest szybka, mało kosztowna zwycięska wojna. Jedni i drudzy mogą narobić bałaganu a potem zostawić z nim region.
W ten czy inny sposób możemy zapłacić za to my, choćby w cenach paliwa, które obecnie drożeje oraz niestabilną sytuacją. Ofiarą może być też Ukraina, która przy obecnym stopniu zużywania rakiet dla wyrzutni Patriot na Bliskim Wschodzie po prostu ich nie dostanie. Pamiętajmy też, że każda podwyżka cen ropy ratuje budżet Rosji i daje jej pieniądze na dalszą wojnę. Z punktu widzenia naszej polskiej racji stanu to jest najgorsza informacja. Kwestia kurdyjska
Pomysł aby użyć Kurdów zarówno irańskich jak i irackich do ataków na reżim ajatollahów w Iranie jest fatalny dla samych Kurdów. Jak na razie mało wskazuje aby Republika Islamska miała upaść i z pewnością jest wariant jakiegoś porozumienia także z tym reżimem (dla USA ale nie dla Izraela). Za wspieranie najeźdźców Kurdowie mogą znów zapłacić wysoką cenę jak to już nieraz bywało bo zwłaszcza w takich krajach, jak to się kiedyś mówiło, trzeciego świata nikt tak chętnie nie porzuca niepotrzebnych sojuszników jak USA, a zwłaszcza ten prezydent. Jeden z takich przypadków z początku lat 90-tych XX wieku opisuje były oficer CIA w tej właśnie książce.