niedziela, 3 lipca 2022

Jeepem na wschód. Ukraina 2022

 

                Być może niektórym znudziło się już pomaganie, inni zrobili sobie już wystarczająco instagramowych fotek, jeszcze inni są zmęczeni lub przytłoczeni własnymi problemami i to akurat rozumiem. Inni, jak słyszę, są zmęczeni uchodźcami, choć nie wiem jak można być zmęczonym poza wyjątkami gdy przyjęliśmy ich pod swój dach. My jednak realnie staramy się nadal pomagać, zwłaszcza naszym znajomym służącym w armii aby łatwiej im było powstrzymywać orków. To już drugi samochód, który pojechał na front, kupiony ze zbiórek oraz sporo różnych innych potrzebnych rzeczy. Przynajmniej tyle możemy zrobić. 

Przekraczanie granicy zajęło nam około 3 godzin. Chyba warto jednak jeździć przez mniejsze przejścia. Później na blok-postach kontrole wyrywkowe, nas ani razu. Lwów poza zwiększoną liczbą żołnierzy na ulicach i gotowymi punktami oporu zdaje się żyć normalnie. Załatwiamy sprawy i na Tarnopol! Wjeżdżamy bez żadnych kontroli, spotykamy się z naszym miejscowym kontaktem. Jedziemy z nim odebrać jeszcze kolejną pomoc humanitarną, choć tył naszego jeepa jest już zapakowany. Teraz będzie już pełny po dach. 

Tarnopol dziękuje polskiemu narodowi za czołgi T-72 
(fot. A.H.)
Nasze koszulki (z Bayraktarem oraz ruskim okrętem, który poszedł wiadomo gdzie) wzbudzają wesołość i uznanie. Chcemy połazić po mieście, jest piękna słoneczna pogoda i choć ja je już widziałem to podoba mi się tu jeszcze bardziej niż kilka lat temu! To naprawdę miłe miasto na weekendowy wypad z dziewczyną czy przyjaciółmi. Sztuczne jezioro w środku miasta robi ogromne wrażenie. Do tego miłe dla oka uliczki i plac w centrum, liczne knajpy, wszystko działa. 















To był dzień wolny od pracy, mnóstwo ludzi na ulicach, bardzo przyjazna atmosfera. 



Dobra obiado – kolacja, spacer, potem jeszcze jakieś piwo i trzeba się zbierać na kwaterę aby zdążyć przed godziną policyjną lub wkrótce po jej rozpoczęciu. Śniadanie w cafe barze w centrum, nieco kombinacji z paliwem, którego przydział jednak na nas czekał i w drogę, na razie na północ. Co do paliwa ważna uwaga – aktualna przynajmniej na czerwiec 2022 – około 70% stacji benzynowych jest zamknięte z powodu braku paliwa. Jest specjalna aplikacja, która pokazuje gdzie i jakie paliwo i dla kogo można dostać. Na stacjach sieci VOG, a na nich głównie tankowaliśmy procedura wygląda tak, że najpierw w terminal trzeba wstukać numer swojego telefonu (mieliśmy ukraińskie), na telefon przychodzi smsem kod, który pokazuje się sprzedawcy, płaci się za 20 litrów i można tankować. Taki jest przeważnie limit choć pod Połtawą na stacji innej firmy można było tankować normalnie i bez żadnych ograniczeń.

W Równem szybkie zwiedzanie miasta oraz szybka zupa i dalej w drogę, teraz już główną trasą na Kijów. 

Równe 


A im bliżej Kijowa tym widoczne większe zniszczenia. W niektórym miejscach widać świeżo położony asfalt – albo coś tam uderzyło albo się spaliło i stopiło starą nawierzchnię. Wraki zostały już uprzątnięte. Skręcamy z głównej drogi w kierunku Borodianki. Po drodze do niej mijamy wioski, które wyglądają jakby przeszło przez nie tornado. Albo raczej dzika orda. 



Borodianka jest potwornie zniszczona. Wypalone bloki, zniszczone mniejsze budynki, no i ten słynny przepołowiony blok w samym centrum. I pomnik Szewczenki z przestrzeloną głową. Upiorne wrażenie. 

Wjazd do Borodianki 

Borodianka 

Borodianka

Borodianka 


Ale gruzowiska są już w wielu miejscach uprzątnięte, kręcą się ludzie, mieszkańcy, życie zdaje się pomału wracać. Jednak wiele osób nie ma do czego wrócić, o tym trzeba pamiętać. 















Po drodze na Kijów zajeżdżamy do Buczy. To miasteczko – symbol rosyjskiego okrucieństwa. Co najmniej kilkuset zamordowanych cywili, gwałty, pełne zezwierzęcenie ruskich. Miasteczko przypomina Konstancin pod Warszawą – klasa średnia, dużo zieleni, w centrum niewielkie bloki i dużo prywatnych domów. Zatrzymujemy się pod pomnikiem, na którym stoi opancerzony BRDM – to ten, który rosyjscy żołnierze – chyba w panice, ostrzelali. Obok trafiamy do pięknie i ze smakiem urządzonej kawiarni, jakże kontrastującej z tym co widzieliśmy w Borodziance i z sąsiadującą spaloną do cna apteką. Wrażenie jest nieco surrealistyczne. Ale to jak symbol odradzającego się życia w tych tragicznych okolicznościach. Zachęceni przez bardzo miłą obsługę zamawiamy pyszny miodownik. 





Zbaczamy jeszcze do nieodległego Hostomela – miejscowości i lotniska firmy Antonow. To tu stała zniszczona w czasie ciężkich walk Mrija. Symbolicznie wyglądająca tablica miejscowości z dziurą po odłamku. 


Składowisko spalonych cywilnych samochodów. Wreszcie zniszczone lotnisko. 





Mijamy Irpień, także w wielu miejscach zniszczony ale jednak zdający się w miarę normalnie funkcjonować, na tyle na ile to jest możliwe. Mijamy słynny zburzony most w Irpieniu, tak ten z przewróconym białym busem. Obok stworzona została prowizoryczna przeprawa. Docieramy wreszcie do Kijowa. Mijamy Babi Jar – miejsce zagłady Żydów, Romów, Ukraińców, także ostrzeliwane w czasie tej wojny – w pobliżu jest wieża telewizyjna, która była celem. Mijamy stację metra Łukianiwska, a wokół poważnie uszkodzone przez rakiety budynki. Szliśmy tamtędy w lutym, dwa tygodnie przed wybuchem wojny. Parkujemy niedaleko Placu Sofijskiego aby zobaczyć wystawę spalonego rosyjskiego sprzętu przy soborze Michajłowskim. Tu znów nieco surrealistyczne wrażenie – spalone czołgi i armato-haubice, do których podjeżdżają dzieci na hulajnogach. 









Pizza Veterano nieczynna, pobliska gruzińska już się zamyka przed godziną policyjną więc zadowalamy się szoarmą. Płacąc na koniec, pytamy co jest w lodówce przy ladzie. - Lody. Możemy sobie wybrać jakie chcemy, za darmo. W sąsiedniej knajpie kupujemy dwa piwa na wynos – w sklepie już nie można kupić. Na kwaterę na nocleg. 

Pobudka przed 6 rano i wyjazd. Ale najpierw trzeba zatankować. Wyszukujemy na aplikacji stacje paliw, na której jest dostępne paliwo dla wszystkich. Tankujemy wg schematu – jest nas dwóch więc dwa telefony, więc 40 litrów. Przy okazji śniadanie i kawa na stacji. W drogę – na Połtawę. Upał jest niemiłosierny, samochód nie ma klimy. Zarówno przed jak i za Kijowem tablice drogowskazowe naprawdę są zamalowane aby wprowadzić dezorientację wśród nacierających orków, tak jak pokazywały to telewizje. 




Na mijanych cmentarzach dużo świeżych grobów. Na Połtawszczynie wszędzie dookoła pola uprawne, jak okiem sięgnąć. Ukraina to poważny producent żywności, zablokowanie jej portów spowoduje głód w wielu krajach Afryki a co za tym idzie nową falę migracji do Europy – Kreml traktuje cynicznie kwestię żywności jako broń i formę nacisku na zachód. 

Dlaczego tak ważne jest ukraińskie zboże

Znów szybki postój w Połtawie i szybkie zwiedzanie – park w centrum i deptak. Żar leje się z nieba, nie ma też za wiele czasu – wiemy już dokładnie gdzie na nas czekają znajomi. 







Oczywiście im dalej na wschód tym więcej blok-postów i tu już nie ma wyrywkowych kontroli – sprawdzeniu poddawani są wszyscy. Za Połtawą każą nam wybrać inną drogę, tą nie możemy jechać. 

Docieramy w wyznaczone miejsce. Czekają na nas znajomi oraz… pies i mała sowa. W myśl zasady ratuj każde życie mamy zwierzyniec zabrać do Lwowa – sowę do specjalnego ośrodka ratującego dzikie zwierzęta. Oba zwierzaki żołnierze znaleźli na froncie i zabrali ze sobą aby je uratować. Niestety w nocy sowa wybiera wolność i nieznanym nam sposobem oswobadza się z klatki. Jest mała, pozostaje nam mieć nadzieję, że sobie poradzi.

Z oczywistych względów nie piszę gdzie spotkaliśmy się ze znajomymi. Na drugi dzień odwożą nas do pociągu, do Charkowa. Po drodze zwiedzamy jeszcze memoriał pamięci ofiar Wielkiego Głodu z symbolicznie wręcz rozbitą gablotą informacyjną przez wybuch pocisku, oraz cmentarz polskich oficerów rozstrzelanych przez NKWD. 







Centrum Charkowa jest częściowo zniszczone ostrzałami z początku wojny. Znajdujemy jednak otwarty sklep zoologiczny aby kupić dla psa potrzebne rzeczy. 











Odwiedzamy też otwartą pizzerię nad brzegiem rzeki gdzie w szafie chłodniczej na desery prezentowane są odłamki z tego co spadło na miasto. 



Komfortowy, zmodernizowany pociąg sypialny odjeżdża punktualnie z charkowskiego dworca.

Nadal pomagamy Ukrainie i ukraińskiej armii, możesz się przyłączyć:

Pomoc dla żołnierzy i ludności Ukrainy

Ukraińcy walczą o swoją niezależność ale także po to abyśmy my nie musieli.

czwartek, 9 czerwca 2022

Ukraińskie zboże – dlaczego to takie ważne

 

        Ukraina jest jednym z czołowych światowych producentów pszenicy, kukurydzy i oleju słonecznikowego. W czasie wojny eksport tych produktów został prawie całkowicie zahamowany. Co z tego może wyniknąć także, dla reszty Europy? 

Port w Odessie 


Większość eksportu płodów rolnych z Ukrainy odbywała się drogą morską. Obecnie porty są zablokowane przez Rosjan, część z nich zajęta (te na Morzu Azowskim) a podejścia do nich zaminowane aby uniemożliwić podejście rosyjskich jednostek z ewentualnym desantem morskim. Świat szuka rozwiązania. Dlaczego to takie ważne? Nie chodzi tylko o uratowanie budżetu Ukrainy i samych przedsiębiorstw zajmujących się obrotem zbożami choć to też jest bardzo istotna kwestia – zboże jest ukraińskim złotem. Kraje Afryki, które były głównym odbiorcą ukraińskich płodów rolnych są teraz zagrożone głodem a co się z tym może wiązać, także falą migracji. Uchodźcy znów ruszą do Europy jako jedynej w okolicy stabilnej wyspy. Wywołanie kryzysu żywnościowego a co za tym idzie kolejnej fali migracji do Europy jest jednym z celów Rosji. Kraj Putina traktuje żywność jak broń. Przerabialiśmy podobny scenariusz w Syrii gdzie wystarczyło, że Rosja zintensyfikowała bombardowania ludności cywilnej i mieliśmy kolejne fale uchodźców, którymi oczywiście grał także Erdogan. Kolejnym problemem jest też składowanie zboża na Ukrainie – nie wyeksportowano zeszłorocznych plonów zalegających w elewatorach (poza tymi ukradzionymi przez Rosjan na terenach okupowanych) a za chwilę pojawią się tegoroczne plony (Ukraina podała, że farmerzy obsiali 75% areału). Aby się nie zmarnowały muszą być odpowiednio przechowywane. 


Odessa

Jak już wspomniałem świat poszukuje rozwiązań. Transport do portów bałtyckich jest oczywiście możliwy ale nie rozwiąże problemu. Borykamy się tu z szeregiem wąskich gardeł. Głównym są koleje i ich możliwości. Nie ma aż tylu wagonów do transportu zboża, dużym problemem jest też inny rozstaw ukraińskich szyn. Szeroki tor do Sławkowa koło Olkusza niczego nie załatwia. Problemem jest wreszcie sama granica, która zawsze była niewydolna. Rumunia podjęła decyzję o remoncie własnej linii szerokotorowej do portu rzecznego w Gałaczu na Dunaju. Wsparcie portu rzecznego Giurgiulesti w Mołdawii także nie załatwi sprawy. 




Pozostaje Konstanca ale tu znów problem stanowi przepustowość kolei. Kolejnym wąskim gardłem z dużą podatnością na zniszczenie jest most kolejowo – drogowy w Zatoce, poważnie zresztą uszkodzony rosyjskimi rakietami już w kwietniu (nie znam obecnie jego stanu). 


Port w mieście Izmaił oraz ruch jednostek po Dunaju


Osobiście, na dzień dzisiejszy nie zakładam aby państwa NATO lub państwa basenu Morza Czarnego udzieliły Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa i zorganizowały konwoje morskie ze zbożem z zespołu portów w okolicach Odessy. Groziłoby to bowiem wcześniej czy później starciem z rosyjską flotą czarnomorską, która co prawda w konfrontacji z flotą NATO czy nawet tylko turecką nie przedstawia specjalnej wartości jednak chodzi o sam fakt i jego konsekwencje. Takie konwoje były rozważane.

Port w Mariupolu

Mamy tu więc do rozwiązania problem gospodarczo-logistyczno-militarny, z którym, jeśli jako cywilizowany świat nie uporamy to będziemy mieć destabilizację sytuacji w części Afryki i kolejną falę uchodźców w Europie.